<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Muzeoblog programu Dynamika Ekspozycji &#187; Łucja Piekarska-Duraj</title>
	<atom:link href="http://www.muzeoblog.org/author/velvetsputnik/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.muzeoblog.org</link>
	<description>Muzeoblog traktuje o innowacjach w muzeach</description>
	<lastBuildDate>Mon, 19 Jul 2010 20:41:00 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Emalia, skarby i obecność</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2010/06/20/emalia-skarby-i-obecnosc/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2010/06/20/emalia-skarby-i-obecnosc/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jun 2010 12:26:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzea i wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[człowiek]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[spotkanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=2280</guid>
		<description><![CDATA[Czasem myślę, że zamiast koncentrować się na rewitalizacji i udostępnianiu dziedzictwa na różne sposoby, warto po prostu zaprosić do muzeum na spotkanie z człowiekiem. Zdaję sobie sprawę, że forma &#8222;spotkania z człowiekiem w muzeum&#8221; brzmi dość prehistorycznie, a także, że nie jest to ani jedyna, ani pewnie najbardziej adekwatna forma spotkania w muzeum. To w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czasem myślę, że zamiast koncentrować się na rewitalizacji i udostępnianiu dziedzictwa na różne sposoby, warto po prostu zaprosić do muzeum na spotkanie z człowiekiem. Zdaję sobie sprawę, że forma &#8222;spotkania z człowiekiem w muzeum&#8221; brzmi dość prehistorycznie, a także, że nie jest to ani jedyna, ani pewnie najbardziej adekwatna forma spotkania w muzeum. To w przestrzeni muzealnej w końcu, spotykamy się z ideami, zmianą społeczną, czy &#8211; jakkolwiek rozumianą &#8211; historią. I dzieje się to za pomocą przestrzeni, a zapośredniczają to spotkanie eksponaty. Niby tak, a jednak&#8230;</p>
<p>Na niedawnym otwarciu Fabryki Emalia na krakowskim Zabłociu było bardzo efektownie i atrakcyjnie. Ciepły czerwcowy wieczór, dobrze przygotowany spektakl na otwarcie (obraz i muzyka na żywo), przemówienia nie były za długie, atmosfera ogólnie miła.<br />
<object width="300" height="180"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/oSh9IdUaVUc&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/oSh9IdUaVUc&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"></embed></object><br />
Nastąpiło symboliczne otwarcie bramy (&#8222;bramy pamięci&#8221;), a następnie coś, co poruszyło dosłownie wszystkich zgromadzonych, którzy wstali z miejsc, jeśli jeszcze siedzieli. Wyjątkowość chwili polegała na tym, że przez bramę (zadziałała symbolika przejścia) mieli przejść dawni pracownicy fabryki &#8211; z czasów wojny, z czasów Schindlera. To oni mieli przywilej wejścia, jako pierwsi na teren oficjalnie otwartego muzeum. <span id="more-2280"></span></p>
<p>Szukaliśmy wzrokiem starszych państwa, którym sporo czasu zajęło dotarcie do bramy z krzeseł w pierwszym rzędzie. Są! Podtrzymywani przez rodziny, zwyczajni staruszkowie. Ale świadomość tego, że są ŻYWYM DOWODEM, że przeżyli, że są tymi samymi ludźmi, którzy brali udział w tej historii sprawiała, że aż się chciało iść i ich dotknąć. Dotknąć autentyku. Żywego dziedzictwa. Czegoś/kogoś prawdziwego.</p>
<p>Potem myślałam, co bym miała do powiedzenia takiemu schindlerowcowi. I jedyne, co mi przyszło do głowy, to same banalne pytania w stylu &#8222;jak to było?&#8221;, &#8222;jak się panu/i udało przeżyć?&#8221; Przecież wiem, że na te pytania odpowiada wystawa. Siła oddziaływania &#8222;czynnika ludzkiego&#8221;?</p>
<p>Wtedy przypomniał mi się pewien spektakl teatru japońskiego, który powstał przy udziale osoby przedstawionej widzom jako &#8222;Żywy Skarb Kultury Japońskiej&#8221; (czy coś takiego). Człowiek ten prezentował sobą cenną i wyjątkową umiejętność robienia lalek (a dokładnie określonej części, określonego typu lalek). Był ogólnie uznawany za mistrza, a jego wiedza, doświadczenie i talent budziły powszechny szacunek. Jego obecność na spektaklu sprowadzała się do niemego współuczestnictwa, ale dzięki temu widowisko miało unikalny wymiar. W sumie nie było też jasne, co dokładnie zrobił dla powstania tamtego konkretnego przedstawienia &#8211; być może tylko był. Myśleliśmy jednak: &#8222;to się dzieje dzięki temu człowiekowi, który jest kolejnym spadkobiercą wielowiekowej tradycji&#8221; albo &#8222;siedzi koło nas żywa skarbnica&#8221;. Hmmm, jakby tylko się wiedziało, o co go zapytać &#8211; taka okazja. </p>
<p><img src="http://www.flickr.com/photos/utaszwarc/4717157950/" alt="" /><img src="<a href="http://www.flickr.com/photos/utaszwarc/4717157950/" title="skarbie.ilustracja by utaszwarc, on Flickr"><img src="http://farm5.static.flickr.com/4014/4717157950_b8552a055e.jpg" width="500" height="313" alt="skarbie.ilustracja" /></a></p>
<p>Dlatego ostatecznie widzę w muzeum pomoc w stawianiu dobrych pytań. Może i jest to jakaś proteza, w końcu &#8222;autentyczni świadkowie&#8221; są w muzeum rzadko, ale w jakiś sposób można oddać im głos: pozwolić mówić poprzez filmy i nagrania albo inne teksty, które wplatane są w narracje wystawy, żeby o nich potem pomyśleć. Warto też, jestem o tym głęboko przekonana, szukać żywych skarbów kultury wokół nas &#8211; niekoniecznie tych już utytułowanych i z medalami. Może właśnie muzea powinny być na nich szczególnie otwarte? Może warto się zastanowić nad różnymi rodzajami obecności, jakie sytuacja muzealna może zaoferować? </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2010/06/20/emalia-skarby-i-obecnosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nasz pierwszy matronat: spotkanie o Muzeum Historii Kobiet</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2010/06/10/nasz-pierwszy-matronat-muzeum-historii-kobiet/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2010/06/10/nasz-pierwszy-matronat-muzeum-historii-kobiet/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Jun 2010 10:50:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzeum w sieci]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety]]></category>
		<category><![CDATA[Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[spotkanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=2268</guid>
		<description><![CDATA[Szukamy pęknięć w poważnych muzealnych narracjach. Staramy się wynajdywać poglądy formułowane z niestandardowych punktów widzenia. Interesują nas peryferia. Lubimy odchodzić od głównych nurtów kultury, po to, by odnaleźć aktywność na peryferiach. Wierzymy w różnorodność &#8211; bo wzbogaca. A poza tym mamy duże zaległości w studiach muzealnych z zakresu społecznego konstruowania płci&#8230; Stąd, a także dlatego, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szukamy pęknięć w poważnych muzealnych narracjach. Staramy się wynajdywać poglądy formułowane z niestandardowych punktów widzenia. Interesują nas peryferia. Lubimy odchodzić od głównych nurtów kultury, po to, by odnaleźć aktywność na peryferiach. Wierzymy w różnorodność &#8211; bo wzbogaca. A poza tym mamy duże zaległości w studiach muzealnych z zakresu społecznego konstruowania płci&#8230;<br />
Stąd, a także dlatego, że wspieramy działania, które mają na celu stwarzanie dobrych sytuacji do nawiązywania osobistych relacji z dziedzictwem i poszerzania jego zawartości, zapraszamy do krakowskiego Muzeum Farmacji UJ na spotkanie pod tytułem:</p>
<p>Muzeum historii kobiet – wirtualne czy realne?</p>
<p>Termin: 15 czerwca 2010 r., wtorek, godz. 19.00<br />
Miejsce: Muzeum Farmacji CM UJ, ul. Floriańska 25, Kraków </p>
<p>WSTĘP WOLNY</p>
<p>My mamy nadzieję dowiedzieć się tam m.in., czym różni się historia pisana przez mężczyzn od historii tworzonej przez kobiety, a także sprawdzić na ile chodzi o różnorodne historie kobiet, a na ile o Historię, w której kobiety odgrywają zasadniczą rolę.</p>
<p>Spotkanie odbywa się w ramach projektu &#8222;Krakowski Szlak Kobiet&#8221; koordynowanego przez Fundację Przestrzeń Kobiet.</p>
<p>A oto, jak anonsują wydarzenie organizatorki:</p>
<blockquote><p>Spotkanie będzie okazją do rozmowy o Muzeum Historii Kobiet – projekcie realizowanym od 2008 roku przez Fundację Feminoteka. Przedstawimy dwie wystawy Muzeum Historii Kobiet: Pokolenia kobiet (2008) i Życie codzienne kobiet w czasie Powstania Warszawskiego (2009), zaprezentujemy film dokumentalny Powstanie w bluzce w kwiatki (2009).<span id="more-2268"></span></p>
<p>Porozmawiamy również o muzeum historii kobiet jako fizycznej przestrzeni dla od-zyskiwania historii kobiet i zachowywania pamięci o ich dorobku. Zastanowimy się, czy muzeum historii kobiet jest potrzebne i jak jest możliwe &#8211; nie tylko wirtualnie, lecz także realnie. </p>
<p>Nieprzypadkowo spotkamy się tym razem w Muzeum Farmacji &#8211; jest ono ważnym miejscem dokumentującym historię kobiet w Krakowie. Znajdują się tam m.in. dyplom magisterski siostry Konstancji Studzińskiej z 1824 r., dokumenty potwierdzające wykształcenie uniwersyteckie i kompetencje zawodowe jednej z pierwszych studentek UJ Jadwigi Sikorskiej-Klemensiewiczowej,<br />
a także materiały dotyczące prowadzonego przez nią składu aptecznego przy ul. Karmelickiej 15.</p>
<p>Gościnią spotkania będzie ANNA Che CZERWIŃSKA, kuratorka wirtualnego Muzeum Historii Kobiet, feministyczna aktywistka, wiceprezeska Fundacji Feminoteka. </p>
<p>Spotkanie poprowadzi EWA MAŁGORZATA TATAR, kuratorka, krytyczka i historyczka sztuki, doktorantka w Instytucie Historii Sztuki UJ.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2010/06/10/nasz-pierwszy-matronat-muzeum-historii-kobiet/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prace Dynamiki Ekspozycji: Romowie po raz drugi</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2010/04/07/prace-dynamiki-ekspozycji-romowie-po-raz-drugi/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2010/04/07/prace-dynamiki-ekspozycji-romowie-po-raz-drugi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Apr 2010 11:00:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Prace Dynamiki]]></category>
		<category><![CDATA[Romowie]]></category>
		<category><![CDATA[Tarnów]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=2134</guid>
		<description><![CDATA[W DE staramy się zawsze wyjść od treści, a następnie dotrzeć do eksponatów, które mogłyby dobrze te treści prezentować. Muzealnicy zaś mają nieco inną perspektywę: widzą w swoich magazynach muzealnych zbiory, które są faktycznym powodem bycia dla ich placówek, w związku z tym należy pokazywać je, a ni uciekać przed nimi. Wypracowanie kompromisu nie jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W DE staramy się zawsze wyjść od treści, a następnie dotrzeć do eksponatów, które mogłyby dobrze te treści prezentować. Muzealnicy zaś mają nieco inną perspektywę: widzą w swoich magazynach muzealnych zbiory, które są faktycznym powodem bycia dla ich placówek, w związku z tym należy pokazywać je, a ni uciekać przed nimi. Wypracowanie kompromisu nie jest w takiej sytuacji rzeczą prostą, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z grupą obiektów bardzo podobnych do siebie, a chcemy uniknąć wrażenia lamusa. O kwestii manekinów nie będę się rozwodzić, nadmienię tylko, że jest dość dyskusyjna. </p>
<p>Ostatecznie zaproponowaliśmy kilka rozwiązań, które są wynikiem kwerend merytorycznych, różnych spotkań i wielu dyskusji. </p>
<p>Chcąc oddać atmosferę poszukiwania właściwej formy dla różnorodności, postawiliśmy zachować możliwie największe bogactwo perspektyw, z jakich można opisać prezentowane zjawiska i eksponaty. Dla oddania romskiego punktu widzenia umieściliśmy na ścianach całej wystawy „ścieżkę przysłów”, która w lapidarny sposób komentuje treści przedstawiane w ekspozyturach lub innych sytuacjach muzealnych. Ścieżka przysłów jest cienkim wężem ledowym (niskoenergetyczna technologia nieco przypominająca neony) i, jak nitka do kłębka, prowadzi poprzez labirynty innej kultury.<span id="more-2134"></span> Chcieliśmy dzięki temu zabiegowi uniknąć przeciążania wystawy komentarzami i opisami, a także pozostawić zwiedzającemu możliwość samodzielnej interpretacji wybranych treści. Ponadto w Sali pierwszej, która jest poświęcona podróży i toposowi drogi w kulturze romskiej, wybrane przedmioty są opatrzone podpisami muzealnymi, które mają kształt etykiet podróżnych- tak jak gdyby zwiedzający wraz ze znaczeniami nadanymi przez nie udawał się w dalszą wyprawę wgłąb kultury romskiej. Na etykietach można znaleźć opisy wywodzące się z porządku etnograficznego, ale niektóre eksponaty otrzymały także kontekstowy komentarz antropologiczne. Zadaniem takiego zabiegu było wzmocnienie poczucia, że na jedną i tą samą rzecz patrzy się zupełnie odmiennie, w zależności od wyboru perspektywy. Eksponaty w ten sposób opisane stanowią wybór najważniejszych przedmiotów w wystawie, są kamieniami milowymi i na nie trzeba najbardziej zwrócić uwagę. </p>
<p>Co do scenariusza zdecydowaliśmy się ostatecznie podzielić tematykę na trzy działy, którym odpowiadają trzy sale, jakie na wystawę przeznaczyło muzeum. Pierwsza sala ma za zadanie wciągnąć gościa we wrażeniową grę dźwięków i świateł. To namiot cygański, przypominający trochę orientalne domostwo, ale bardziej skleconą z tego, co pod ręką pałatkę. Historia wędrówki Cyganów opowiedziana jest przy pomocy filmu wyświetlanego na jednej z płacht materiału. Film prezentuje muzykę i taniec, a przy okazji stroje i instrumenty zmieniające się podczas wielowiekowej wędrówki. Prezentujemy tu także tradycyjne profesje związane z drogą- przy pomocy narzędzi i wytworów rzemieślniczych. Ponieważ każdy klasyczny ekspozytor wydawał się nam intruzem z innego porządku estetycznego, wymyśliliśmy ekspozytor łatowy: ukryliśmy przedmioty pod płachtą namiotu, a sączące się przez szczeliny w łatach światło zachęca do samodzielnego ich odszukania i odkrycia przez gości. Staraliśmy się uniknąć nadmiernej dekoracyjności i orientalizacji wnętrza. W końcu nomadyczny tryb życia charakteryzuje się raczej ograniczeniami, niż dbałościa o detal.</p>
<p>W drugiej Sali mamy szansę spotkać Romów: osiadłych Cyganów. Dlaczego właściwie osiadłych? Każdy zwiedzający będzie miał choć trochę tego doświadczenia dla siebie. Pasaż między tymi dwoma salami symbolizuje wprowadzenia nakazu osiadłego życia w Polsce. Poruszające wielkoformatowe fotografie i odgłos czytanego przez szczekaczkę ogłoszenia są spotęgowane przez nieludzkie światło jarzeniówki. </p>
<p>Sala trzecia to miejsce analizy i dialogu, a także oddania głosu samym Romom. Tutaj ważny jest kontrast między przestrzenią „systemu” reprezentowaną przez bezosobowe dokumenty a wizerunkami ludzi, którzy sami mówią o sobie, a także odpowiadają na pojawiające się często wątpliwości i pytania związane z obyczajowością i życiem romskim. Holocaust Romów pokazany jest jako konsekwencja trwającego przez wieki ciągu prześladowań i dyskryminacji związanych z problemami, jakie systemy państwowe miały z uznaniem Romów za pełnoprawnych obywateli. W tym kontekście problematyczna staje się ewolucja biurokracji, przekonująco opisana przez Z. Baumana jako ciąg następujących po sobie etapów dehumanizacji wynikającej z systemowym zarządzaniem różnorodnością.<br />
Dominującym w środkowej części Sali symbolem jest flaga romska przedstawiona jako projekcja w kształcie toczącego się koła. Tym samym nawiązujemy do indyjskich początków Romów, a także do uniwersalności doświadczeń wszystkich ludzi. To także przestrzeń dialogu: na składanych matach można usiąść w kręgu i posłuchać Romów, podyskutować, wyrzucić emocje (a następnie przelać je na forum internetowe</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2010/04/07/prace-dynamiki-ekspozycji-romowie-po-raz-drugi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prace Dynamiki: Romowie po raz pierwszy</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2010/03/31/prace-dynamiki-ekspozycji-romowie-po-raz-pierwszy/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2010/03/31/prace-dynamiki-ekspozycji-romowie-po-raz-pierwszy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 31 Mar 2010 15:38:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Prace Dynamiki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[reprezentacja]]></category>
		<category><![CDATA[Romowie]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=2131</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszam do zapoznania się z pierwszą częścią raportu dotyczącego prac DE nad ekspozycją romską dla Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Za tydzień ciąg dalszy opisu naszych zmagań i radości, co zainteresowanym pozwoli zobaczyć, jak myśleliśmy. Potem przeczytacie na czym stanęło w projekcie, umieścimy też na muzeoblogu wizualizacje. Praca nad nową wystawą w Muzeum Okręgowym w Tarnowie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zapraszam do zapoznania się z pierwszą częścią raportu dotyczącego prac DE nad ekspozycją romską dla Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Za tydzień ciąg dalszy opisu naszych zmagań i radości, co zainteresowanym pozwoli zobaczyć, jak myśleliśmy. Potem przeczytacie na czym stanęło w projekcie,  umieścimy też na muzeoblogu wizualizacje. </p>
<p>Praca nad nową wystawą w Muzeum Okręgowym w Tarnowie zaczęła się od skonfrontowania wiedzy i stereotypów laików z tematem, który od początku wydawał się nam ogromny, ale z czasem tylko się powiększał, zamiast kurczyć. Praca w muzeum jest poniekąd specyficzną  formą uprawiania etnografii, a z pewnością zadanie polegające na przedstawieniu przy pomocy wyselekcjonowanych przedmiotów umieszczonych w zaaranżowanej przestrzeni KULTURY wiąże się z podjęciem kilku kluczowych pytań jej dotyczących. Jednak budowanie nowej wystawy to nie tylko etnografia. Wystawy w naszym przekonaniu powinny być użyteczne w tym sensie, żeby dostarczać zwiedzającym narzędzi umożliwiających lepsze poruszanie się po współczesnym świecie. Chodzi nie tylko o pogłębienie wiedzy, ale –przede wszystkim- nabycie takich umiejętności, które pomogą świat rozumieć i interpretować.  Czasem zależy nam także na pewnym wydźwięku obywatelskim, które de facto ma w sobie dużo z funkcjonalności w stosunku do świadomego poruszania się po świecie.<span id="more-2131"></span></p>
<p>Na poziomie metodologii pracy w muzeum zmierzyliśmy się z kilkoma wyzwaniami, które sprawiają, że materia muzealna jest nie tylko wymagająca intelektualnie, ale także osobiście.<br />
Podstawowym problemem pozostawało od początku do końca to, jak przedstawić kulturę, która po pierwsze tworzona i doświadczana jest jako kontinuum, a jej przedmiotowe przedstawienie zawsze powoduje fragmentaryzację, a po drugie powstawała w ogromnej różnorodności przez dziesiątki wieków, adaptując się w niezliczonych formach do uwarunkowań lokalnych. Każda kultura składa się z wielu podsystemów i instytucji, które same w sobie przedstawiają problem przedmiotowej reprezentacji, ale porządkujące kulturę wartości wydały się nam jeszcze trudniejsze do przedstawienia. Szukaliśmy bowiem okazji, gdzie te wartości manifestowałyby się i okazało się, że w „naturalnym wydaniu” wartościami kierują się ludzie w sytuacjach codziennych (i świątecznych) wyborów. Jak takie sytuacje pokazać w muzeum? Jak takie historie wpleść w przedmiotową narrację przewodnią? <!--more--></p>
<p>Prace nad wystawą o Romach w Polsce rozpoczęliśmy od dwóch „raportów otwarcia”. Pierwszy dotyczył <a href="http://www.muzeum.tarnow.pl/artykul.php?id=73&#038;typ=6">istniejącej ekspozycji:</a> uwarunkowań (czyt. ograniczeń) przestrzennych, obecnych rozwiązań formalnych, przekazów, jakie wystawa niesie. Zestawiliśmy także wstępnie zasoby, jakimi dysponujemy i tutaj najważniejszy był zespól Muzeum z dyrektorem Adamem Bartoszem- etnografem i cyganologiem, znawcą Romów na czele. To było nieocenione wsparcie. Drugi „raport otwarcia” stanowiła nasza mapa myśli, powstałą przed pierwszą wizytą w muzeum. Chcieliśmy sprawdzić, jakie mogą być oczekiwania wobec wystawy i z jakim wstępnym bagażem stereotypów i doświadczeń przychodzimy do tarnowskiego muzeum. </p>
<p>Od razu weszliśmy w temat z takim przejęciem, że Cygan stał się dla nas metaforą na tyle pojemną, że zaczęła oznaczać prawie wszystko- w tym ludzką kondycję, na przykład poprzez współczesny wzrost roli mobilności w dzisiejszym świecie. Rozmawialiśmy o Cyganach: wolnych, niezależnych, włóczących się szczęśliwie po świecie swoimi drogami, oderwanych od błahych i banalnych ograniczeń stacjonarnej pracy przysłaniającej to, co najważniejsze. Zgodnie z naszymi osobistymi zainteresowaniami Romowie byli także projekcją: efektywnego podziału pracy, bezkompromisowości, życia zgodnego zasadami, walki jednostki z systemem, a nawet społeczeństwa obywatelskiego. Okazało się, że prezentujemy przeciętne wyobrażenie o Romach i równie szybko dowiedzieliśmy się, że epoka nomadyzmu skończył się dawno, aby przejawiać się głównie w powtarzanych mitologiach, zwłaszcza zaś w kulturze popularnej. <!--more--></p>
<p>Ale jedna z naszych intuicji potwierdziła się. Przeczuwaliśmy bowiem, że co jak co, ale muzeum jest ostatnim miejscem, gdzie możliwe jest prezentowanie romskości- po romsku. Ostatecznie dyskurs dziedzictwa, którego konstrukcja zawsze ma podłoże polityczne, opiera się w dużej mierze na – prawie nieistniejącej u Romów- historii pisanej. Mit romantycznego cygana w drodze został nam co prawda odebrany, ale osadzenie niebywałej różnorodności kultury rodzącej się w i poprzez ruch w trzech zaadoptowanych izbach dworku polskiego- symbolu stacjonarności- było jednak trudne. </p>
<p>Nasze niepokoje i poszukiwania zmieniły się nieco, kiedy zaczęliśmy nabierać pokory wobec tradycyjnej etnografii muzealnej. Ustaliliśmy, że nie będziemy udawać, że mówimy z perspektywy wewnętrznej, to znaczy romskiej- ponieważ jak bardzo byśmy się nie starali nigdy w nią nie wejdziemy bezbłędnie. I właśnie etnografia (a jeszcze bardziej antropologia spoęłczna), oparta na badaniach terenowych podkreśla dwuznaczną sytuację badacza i uczciwie ją odsłania. Skoro więc nie będziemy na siłe starali się być Romami w przekazie muzealnym, nad którym pracujemy- narzędzia z instrumentarium muzeum etnograficznego, którymi dysponujemy, są jak najbardziej na miejscu. Szukaliśmy jednak jakiegoś sposobu, żeby pozwolić Romom przemówić własnym głosem na wystawie (co znów przywołuje na myśl ewolucję podejścia do „autochtonów”, jak miała miejsce w postkolonialnej humanistyce). Mowa, w przeciwieństwie do pisanego jezyka, jest zresztą jednym ze znakó rozpoznawczych kultury romskiej, której głównym kanałem transmisji byął zawsze pieśń i opowieść (a nie książka). Zależało nam na tym, żeby przynajmniej w niewielkiej mierze oddać tą specyfikę na wystawie. Tu kolejnym problemem do rozwiązania było pytanie o komunikatywność: w jakim języku powinny być prezentowane owe opowieści? Jeśli w romani, to jak je tłumaczyć? Ostatecznie postanowiliśmy podzielić się z widzami naszymi wątpliwościami i zachęcić ich także do pewnego rodzaju meta refleksji. Powrócę do tego poniżej w opisie aranżacji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2010/03/31/prace-dynamiki-ekspozycji-romowie-po-raz-pierwszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Manekiny</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2010/01/18/manekiny/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2010/01/18/manekiny/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Jan 2010 12:28:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lapidarium]]></category>
		<category><![CDATA[Rzeczy w muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[ekspozycja]]></category>
		<category><![CDATA[manekin]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1832</guid>
		<description><![CDATA[Dawno, dawno temu na ulicy Starowiślnej (wtedy Bohaterów Stalingradu) w Krakowie była sobie klinika lalek. Ważna atrakcja na trasie spacerów z wózkami dziecięcymi, kuriozum dla zbłąkanych turystów. Jednych jej witryna pełna nóżek, rączek, główek, włosów, kawałków porcelanowych lalek urzekała, innych odrzucała. Każdy początkujący fotograf, który pokonywał z aparatem Zenit obowiązkowe krakowskie trasy na pobliskim Kazimierzu, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dawno, dawno temu na ulicy Starowiślnej (wtedy Bohaterów Stalingradu) w Krakowie była sobie klinika lalek. Ważna atrakcja na trasie spacerów z wózkami dziecięcymi, kuriozum dla zbłąkanych turystów. Jednych jej witryna pełna nóżek, rączek, główek, włosów, kawałków porcelanowych lalek urzekała, innych odrzucała. Każdy początkujący fotograf, który pokonywał z aparatem Zenit obowiązkowe krakowskie trasy na pobliskim Kazimierzu, starał się wedrzeć w przestrzeń kliniki i uchwycić jej zjawiskowość. </p>
<p>Ruchomą platformą tramwaju wracaliśmy co tydzień wieczorową niedzielną porą do domu obserwując przez okna zmieniające się pejzaże miasta. Klinikę lalek zapamiętałam z tej perspektywy- bez szczegółów, rozmazaną, odległą, niedostępną i trochę nieprawdziwą.</p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/utaszwarc/3909502780/" title="manekin by utaszwarc, on Flickr"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2568/3909502780_be9411f812.jpg" width="500" height="375" alt="manekin" /></a></p>
<p>Kiedy dzisiaj spotykam w muzeach manekiny, ożywają najpierw te wspomnienia z dzieciństwa, a zaraz potem pojawia się druga fascynacja (wiem, że powszechna) Traktatami o manekinach Brunona Schulza.  Schulz budował na figurze manekina wielowarstwowe ontologie, połączone ściśle z jego myśleniem o mityzacji rzeczywistości. Jednak po latach sięgając na nowo do Schulza odnajduję tam przede wszystkim erotyczną fetyszyzację manekinów, przedstawionych jako bierne obiekty działań zewnętrznych. Podobnie jak w krawiectwie na nieruchomej figurze manekina upina się materiały, a sex doll jest substytutem ciała kochanki, nad którym można mieć całkowite panowanie, tak manekin jest przede wszystkim zamiennikiem żywego człowieka. Jest uśrednionym modelem ludzkim, używanym w zastępstwie dla wygody i ściśle zdefiniowanej użyteczności. <span id="more-1832"></span></p>
<p>Manekiny w muzeach noszą przede wszystkim stroje. Często są elementami scenek rodzajowych, albo ilustrują wykonywane zawody, czy role społeczne. Dają wrażenie kontaktu z uśrednionym reprezentantem jakiegoś szeregu postaci. Czyż podpisuje się manekiny z imienia i nazwiska? Takie, dokładnie rozpoznawalne manekiny kategoryzujemy jako „figury woskowe”, jak ze słynnej kolekcji MadameTussaud, która włożyła swój niezwykły talent w odtworzenie sytuacji niedostępnych zwykłym Londyńczykom. Jej pojawienie się zwiastowało prawdziwy wstęp do ery dominacji spektaklu: woskowe figury w połączeniu z precyzyjną scenografią pozwalały wejść w kontakt ze światem starożytnego Egiptu, Rzymu, czy Rewolucji Francuskiej. Widzowie tych spektakli dawali się uwieść i oczarować statycznym przedstawieniom opowiadającym konkretne, szczególne historie.</p>
<p>Ale manekinów się nie podpisuje, nie są to rozpoznawalne na pierwszy rzut oka kopie istniejących osób. Manekin jest komunikatem „na przykład”. Będąc uśrednieniem, jest zaprzeczeniem konkretu. Nie opowiada, tak pożądanych w muzeach, osobistych historii, nie zdradza sekretów, nie ujawnia nieznanych prawd.</p>
<p>No i czego tu się bać? Czego tu nie lubić? Wcale nie definicyjnej manekinowej statyki, czy często wątpliwej urody figur, a raczej bolesnego uśrednienia. Manekiny muzealne fetyszyzują średniość, a tym samym wzmacniają zasadę porządkującą muzealne działania mianowicie zasadę reprezentacji. Manekin, w przeciwieństwie do figury woskowej, pretenduje do obiektywnego przedstawienia, nie dotyczą go partykularyzmy: wyjątkowe wady postawy, czy dziwne wyrazy twarzy. (Ciekawa jest swoją drogą„reżyseria” manekina, a dokładnie wybór gestu, jaki na zawsze przyjmie.)</p>
<p>Tak więc w muzeum, które pretenduje do obiektywnego, transparentnego przedstawienia jakiejś rzeczywistości/ wycinku rzeczywistości i gdzie interpretacja jest zminimalizowana, ba, ukrywana przed widzami- manekiny mają swoje uzasadnione miejsce. Muzeum jest w takiej perspektywie traktowane, jako instytucja w uprawomocniony sposób formułująca kanon dziedzictwa i poddająca do wierzenia zawarte nim prawdy. Komunikat „na przykład” zostaje w takiej sytuacji muzealnej przekształcony w komunikat „właśnie tak”. </p>
<p>Manekin jest niedialogiczny. Czy jest konieczny w muzeum? Czym go można zastąpić? Na ile jest wyobrażeniem i projekcją gustów projektantów? Być może pozostaje koniecznym elementem scenografii w tym teatrze przedmiotów, w którym zwiedzający są przede wszystkim „widzami”?</p>
<p>ps. na fotografii manekin przedstawiciela kultury przeworskiej. Bardzo współcześnie wygląda, nieco nawet przypomina Brada Pitta, prawda?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2010/01/18/manekiny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miękkość kapci pod podeszwą zimowego buta</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/12/30/miekkosc-kapci-pod-podeszwa-zimowego-buta/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/12/30/miekkosc-kapci-pod-podeszwa-zimowego-buta/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Dec 2009 14:06:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lapidarium]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1829</guid>
		<description><![CDATA[Pewnego razu wraz z grupą turystów związanych z akcją „Zdobywamy odznakę przyjaciela Krakowa” znalazłam się w Królewskim Zamku na Wawelu. Było wczesne przedwiośnie, dojmujący ziąb i topniejący śnieg nie zachęcały ani trochę do wyjścia z domu. Byłam pewnie w szóstej klasie podstawówki, a grupa składała się z dorosłych ochotników- traktowano mnie z uznaniem i szacunkiem. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pewnego razu wraz z grupą turystów związanych z akcją „Zdobywamy odznakę przyjaciela Krakowa” znalazłam się w Królewskim Zamku na Wawelu. Było wczesne przedwiośnie, dojmujący ziąb i topniejący śnieg nie zachęcały ani trochę do wyjścia z domu. Byłam pewnie w szóstej klasie podstawówki, a grupa składała się z dorosłych ochotników- traktowano mnie z uznaniem i szacunkiem. Zwiedziliśmy najpierw wystawę „Wawel zaginiony”, która wydała mi się cudem: aranżacja opierała się na przekryciu odkrywek archeologicznych pleksi. Dzięki temu można było chodzić dosłownie pół metra nad średniowieczem. Na podłodze pojawiało się coraz więcej kałuż i pojedynczych kropelek. Iluminacja oświetlająca podziemia rozbłyskała czasem gwiazdkami, gdzieniegdzie zaś przechodziła w mgiełkę.</p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/bazylek/3282602122/" title="Wawel by bazylek100, on Flickr"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3455/3282602122_4e33678db0.jpg" width="500" height="375" alt="Wawel" /></a></p>
<p>Potem poszliśmy „do wnętrz”. Nie pamiętam, czy to były apartamenty królewskie, czy coś innego, w każdym razie po zostawieniu ubrań we szatni otworzono wielką skrzynię. Ze skrzyni każdy wydobywał dla siebie filcowe kapcie, w których tak dobrze ślizga się po polerowanych podłogach. Przemarznięte i przemoczone nogi wsadziłam do klapiących kapci. Brejowate resztki śniegu szybko się podgrzały. Posuwistymi krokami przyklejonymi do parkietu sunęliśmy po podłogach. Próbując różnych stylów poruszania się, zmienialiśmy jazdę na nartach biegowych w ślizg panczenami. Nie wszyscy oczywiście pozwalali sobie na wygłupy. Niektórzy ślizgali się potajemnie, jak nikt nie patrzył. Inni na przemian wkładali i wyciągali nogi z kapci. Prawdziwym wyzwaniem było pokonanie schodów. Nie bez wysiłku udawało nam się utrzymać wtedy kapcie na swoim miejscu, ale może byliśmy dumni, że włączamy się w polerowanie narodowego skarbu?</p>
<p>Przewodnik był niestety wykluczony z tej przyjemności- miał swoje prywatne pantofle. </p>
<p>A teraz morał. Dlaczego tak dobrze to pamiętam? Bo to nie było tylko chodzenie i zwiedzanie. To był jakiś, niezwykły i gdzie indziej niedostępny sposób przemierzania przestrzeni. Warto (nam) o tym pamiętać przy projektowaniu trajektorii zwiedzania dzisiaj.</p>
<p>PS. Muzeum Miejskie w Tomaszowie Mazowieckim sprzedaje w sklepiku podkoszulki z napisem „A może kapcie?”. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/12/30/miekkosc-kapci-pod-podeszwa-zimowego-buta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nauczyciel w muzeum</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/12/13/nauczyciel-w-muzeum/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/12/13/nauczyciel-w-muzeum/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Dec 2009 19:26:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum etnograficzne]]></category>
		<category><![CDATA[nauczyciele]]></category>
		<category><![CDATA[szkoły]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1779</guid>
		<description><![CDATA[W ramach projektu &#8222;Skarby Małopolski&#8221;, który realizujemy w MIK jako część Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego zaprosiliśmy małopolskich nauczycieli na warsztaty inspiracyjno- metodyczne. Pomysł, nad którym pracowaliśmy z Marcinem Klagiem, opierał się z jednej strony na spojrzeniu na muzeum jako na przestrzeń uczącą, z drugiej zaś na bliższym spojrzeniu na tematykę ornamentu. Taka konstrukcja zajęć jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W ramach projektu &#8222;<a href="http://www.mik.krakow.pl/relacje/relacja-z-warsztatow-vii-konkursu-plastycznego-skarby-malopolski_96">Skarby Małopolski&#8221;</a>, który realizujemy w MIK jako część <a href="http://www.dnidziedzictwa.pl/">Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego</a> zaprosiliśmy małopolskich nauczycieli na warsztaty inspiracyjno- metodyczne. Pomysł, nad którym pracowaliśmy z Marcinem Klagiem, opierał się z jednej strony na spojrzeniu na muzeum jako na przestrzeń uczącą, z drugiej zaś na bliższym spojrzeniu na tematykę ornamentu. Taka konstrukcja zajęć jest właściwie klasyczna w &#8222;Skarbach&#8221; i wiąże się ściśle z kilkoma założeniami, jakie przyjęliśmy w konkursie, w którym chodzi- najogólniej mówiąc- o zaprojektowanie i przeprowadzenie projektów edukacyjnych w oparciu o dziedzictwo.</p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/utaszwarc/3909494628/" title="wylania sie idea by utaszwarc, on Flickr"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2438/3909494628_d847f30471.jpg" width="500" height="375" alt="wylania sie idea" /></a></p>
<p>Najważniejsze założenie jest takie, że dziedzictwo (i to dotyczy również muzeów) nabiera znaczenia wtedy, gdy istnieje między nim, a jego odbiorcami rzeczywista i osobista relacja. Dziedzictwo jest w gruncie rzeczy czymś bardzo intymnym i osobistym- w oparciu o nie bowiem budujemy swoją tożsamość. Zaś jako część wspólna umożliwia rozmowę na temat wspólnoty, społeczności lokalnej, nas. Ponieważ w konkursie ważna jest część plastyczna, zachęcamy wszystkich uczestników do bardzo precyzyjnego określenia tematów swoich projektów oraz zawężenia pola zainteresowań. Lepiej zająć się jednym świątkiem z jednej przydrożnej kapliczki, albo ginącym gatunkiem krowy (ważna część lokalnego krajobrazu i gospodarki) niż &#8222;Katedrą na Wawelu&#8221;. Dlatego nasz temat wiodący, czyli ornament doprecyzowaliśmy do &#8222;zdobienia pisanek&#8221;. Trzecie założenie jest takie, że dobre warsztaty, czyli takie, które są intelektualną przygodą, pozwalają na odkrycia i inspirują, nie wymagają skomplikowanych i drogich narzędzi. My wykorzystaliśmy: kartki papieru, ołówki i jajko.<span id="more-1779"></span></p>
<p>Chciałabym podzielić się kilkoma ćwiczeniami z warsztatów, a także ogólnymi wrażeniami ze spotkania z nauczycielami w muzeum.</p>
<p>Zależało nam, aby dowiedzieć się, jak właściwie nauczyciele traktują wizyty w muzeum, jakie widzą tu szanse i trudności. Ponieważ to są zbyt ogólne pytania zaproponowaliśmy wszystkim wskazanie tych zagadnień które ich osobiście interesują, zapisanie ich na tablicy i następnie rozmowy w podgrupach, podzielonych zgodnie z faktycznymi zainteresowaniami nauczycieli. Ta metoda, nazwana open cafe daje poczucie, że zajmuje się sprawami ważnymi i wybranymi przez siebie, a nie narzuconymi, a jednocześnie daje szansę na poznanie problematyki sformułowanej przez samych zainteresowanych. Jednym z wniosków było oderwanie propozycji muzealnych od programów nauczania, a jednocześnie fakt, że wizyta w muzeum jest jednorazową przerwą w toku nauczania- bez wstępu i bez kontynuacji.<br />
Ale w tym ćwiczeniu chodziło nam o coś jeszcze. Chcieliśmy wprowadzić refleksję na poziomie meta, refleksję na temat (mojej ulubionej) &#8222;sytuacji muzealnej&#8221;. Rzucić na siebie samego reflektor i zanalizować swój własny stan.</p>
<p>Kolejne ćwiczenie bazowało na mapie myśli wokół pojęcia &#8222;orient&#8221;. Wykorzystaliśmy fakt, że w <a href="http://www.etnomuzeum.eu/">Muzeum Etnograficznym </a>odbywała się wystawa <a href="http://www.etnomuzeum.eu/Aktualnosci,186_islam_orientacja_ornament.html">&#8222;Islam. Orientacja. Ornament.&#8221;.</a> Chcieliśmy przed wizytą wprowadzić grupę w atmosferę i tematykę wystawy, a właściwie chcieliśmy, żeby grupa sama się wprowadziła. Zachęcamy do potraktowania mapy myśli, jako części przygotowań do zwiedzania wystawy. Mapa myśli ma te zaletę, że nie wymaga kompetencji, ani wiedzy- skojarzenia są bezpieczne, nie burzą autorytetu nauczycieli, za to pozwalają im poznać oczekiwania uczniów. Taka- pozornie niestrukturyzowana- forma rozmowy na temat wystawy (muzeum) pozwala na zadanie pytań i rozbudzenie ciekawości. Muzeum nie musi następnie udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania, ważne, żeby te pytający potrafi w aktywny sposób wejść w relacvję wystawą, jako przestrzenią uczącą i prowokującą do myślenia.</p>
<p>Na samej wystawie nauczyciele mieli za zadanie przerysować (naszkicować ołówkiem) jeden wybrany motyw. To tradycyjne ćwiczenie na &#8222;studium z natury&#8221;- wykorzystywane chyba we wszystkich porządnych akademiach artystycznych. Pozwala skoncentrować się na jednym wybranym elemencie, dzięki czemu nie tylko coś na pewno z wystawy zapamiętamy, ale pozwolimy myślom na &#8222;trawienie&#8221; podczas krótkiej przerwy na kontemplację detalu. Trzeba było także sformułować i zadać trzy pytania (nei mnie i nie więcej) a następnie zapisać je.</p>
<p>Wreszcie ostatnia część warsztatów. Spotkanie z muzealną przewodniczką, specjalistką i pasjonatką (jak to często bywa) w tradycyjnym wnętrzu klasycznej etnograficznej wystawy. Jak można wnieść tu tego ducha tajemnicy, który towarzyszył nam przy zwiedzaniu &#8222;Islamu&#8230;&#8221;? Jak wzbudzić ciekawość w sprawie tego &#8222;innego&#8221;, jakim są ludzie tworzący kulturę ludową? Wreszcie jak z pożytkiem wykorzystać wiedzę oferowaną przez eksperta?</p>
<p>Tutaj poprosiliśmy naszych nauczycieli o zmierzenie się z zadaniem blisko związanym min. z metodyką pracy w organizacji uczącej się. Otóż zamiast proponować gotowe rozwiązania uznaliśmy, że lepiej będzie, jak w grupach nauczyciele najpierw sami wymyślą, jak przeprowadziliby tu lekcję/ zajęcia, a następnie zrobili to&#8230; ze swoimi kolegami i koleżankami. Osobiście jestem bardzo przekonana do takiej &#8222;przewrotki&#8221; w wielu sytuacjach warsztatowych. &#8222;Jeśli chcesz się nauczyć, ucz!&#8221;. Szczególnie chętnie dzieci i młodzież wchodzą w role ekspertów i jakośc wiedza wchodzi im szybciej do głowy kiedy nie tylko mają okazję szybko ją wykorzystać, ale także zrobić to tak, jak sobie wymyślą.</p>
<p>Z warsztatów wynikło na pewno jedno: zbyt słabe są związki między szkołami, a muzeami. Mimo, że przeczy to steretypowemu poglądowi, że do muzeów głównie chodzimy ze szkołą wydaje się, że jedni i drudzy mogliby zyskać dowiadując się więcej o sobie nawzajem. Braki kadrowe, które utrudniają przyjęcie wszystkich chętnych na zajęcia edukacyjne w muzeum, można nadrobić otwierając przestrzeń dla nauczycieli. Dobrym pomysłem są zajęcia organizowane przy okazji np. otwarcia nowej wystawy przygotowane z myślą o tej grupie zawodowej. Dzięki takim programom muzea mogą zyskać naprawdę dobrych odbiorców.</p>
<p>A co muzealnicy sądzą o nauczycielach w muzeum? Bardzo jestem ciekawa&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/12/13/nauczyciel-w-muzeum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak w muzeum znalazłam nowe hobby</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/11/10/jak-w-muzeum-znalazlam-nowe-hobby/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/11/10/jak-w-muzeum-znalazlam-nowe-hobby/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 13:19:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dzieci w muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[Inspiracje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1736</guid>
		<description><![CDATA[Donoszę z przyjemnością i satysfakcją, że w ubiegłą niedzielę wzięłam udział w dobrych warsztatach muzealnych. I zanim &#8211; z zasady &#8211; przyczepię się do jednej rzeczy, której mi zabrakło opowiem o tym, co się udało. Rzecz dotyczy warsztatów z cyklu &#8222;Etnokalendarz&#8221;, organizowanych przez krakowskie Muzeum Etnograficzne. Już samo ustawienie ich w cyklu ma sens. Rozumiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Donoszę z przyjemnością i satysfakcją, że w ubiegłą niedzielę wzięłam udział w dobrych warsztatach muzealnych. I zanim &#8211; z zasady &#8211; przyczepię się do jednej rzeczy, której mi zabrakło opowiem o tym, co się udało.</p>
<p>Rzecz dotyczy warsztatów z cyklu &#8222;Etnokalendarz&#8221;, organizowanych przez krakowskie <a href="http://www.etnomuzeum.eu/">Muzeum Etnograficzne.</a> Już samo ustawienie ich <strong>w cyklu</strong> ma sens. Rozumiem to tak, że skoro MEK zajmuje się sztuką ludową i życiem w epoce tradycyjnej w ogóle, to takie przywrócenie rytmu rocznego, opartego na świętach zapomnianych dzisiaj w miejskim życiu jest jego ważnym zadaniem. Warsztaty wkomponowane w cykl dają pewność, że nie jest on jednorazowym spotkaniem, na którym poznawanie kultury ludowej zakończymy. <span id="more-1736"></span></p>
<p>Tym razem<strong> pretekstem</strong> do poznania techniki malarstwa na szkle było święto Wszystkich świętych i każdy, kto przyszedł mógł stworzyć dzieło przedstawiające własnego patrona. Warsztaty charakteryzują się dużą dostępnością: <strong>rezerwacja nie</strong> jest <strong>konieczna</strong>, można przyjść o dowolnej porze w dobrze określonym zakresie godzinowym w weekendy. Zajęcia angażują zarówno dzieci, jak i dorosłych &#8211;  nie ma wobec tego polityki wykluczającej (dzieci osobno, rodzice osobno). To sprawia, że czas spędzony w muzeum poświęcamy na <strong>wspólne działania</strong>, a każdy ma możliwość pracy na swoim poziomie, zgodnie ze swoim rytmem i potrzebami. Bilety zakupione na warsztaty można wkleić do specjalnie przygotowanego karnetu. Po zgromadzeniu siedmiu, muzeum obiecuje nagrodę. Popieramy wszystkie sposoby nagradzania stałych gości muzealnych, traktując ten zabieg, jako przymiarkę do poważniejszego <strong>programu lojalnościowego</strong> (o przykładach takich rozwiązań piszemy na muzeoblogu). </p>
<p>Warsztaty rozpoczynają się od <strong>zabaw</strong> z przysłowiami związanymi ze świętymi. Ja już znałam przysłowie o mojej imienniczce, ale nie byłam pewna, co do jej atrybutów. Taka <strong>wiedza jest dostępna na miejscu</strong> &#8211; okazało się, że św. Łucja występuje z parą wyłupionych oczu na tacy. Każdy uczestnik warsztatów zostaje wprowadzony w temat przez kompetentnego opiekuna (opiekunkę właściwie). Oglądamy wyselekcjonowane obrazy na szkle, żeby poznać podstawy techniki. Potem wykorzystujemy przygotowane wcześniej szablony, żeby pisakiem wodoodpornym przenieść kontury i szczegóły na szkło.  A co, jeśli akurat- jak z moją świętą- nie ma jej szablonu? Otóż jest szablon uniwersalny, do którego możemy dorobić odpowiednie atrybuty. W ten sposób nawet dzieci gwiazd polskiej muzyki powinny znaleźć sposób na uwiecznienie swojego patrona (choć z pewnością istnieją granice możliwości).</p>
<p><img alt="" src="http://farm4.static.flickr.com/3411/3243671260_e8f5756137.jpg" title="swieta Łucja" class="alignnone" width="375" height="500" /></p>
<p>Wykorzystane <strong>materiały są tanie</strong> (akrylowe farby, antyramy), a technika prosta więc wyposażeni w konieczne umiejętności szybko nabieramy ochoty do malowania tu, a potem do kontynuowania tego zajęcia w domu.</p>
<p>Tu dochodzę do sedna sprawy. Muzeum powinno inspirować. Jeśli uda się zachęcić zwiedzających do rozpoczęcia nowego hobby, muzeum wkracza z gośćmi do ich domów i zostaje tam na dłużej. Dzięki temu muzeum buduje dobre skojarzenie, które w dodatku jest przenoszone poza jego granice.Myślę, że hobby jest dość niedocenianym fenomenem, a przecież chodzi w nim między innymi o przyjemność płynącą nie z mistrzostwa, ale samodzielnego odkrywania własnych możliwości, w oparciu o to, co odkryli i rozwinęli wcześniej inni. Na amatorskim poziomie. Sztuka ludowa zdaje się doskonale spełniać rolę inspirowania nowego hobby: nie wykorzystuje bowiem ani wyrafinowanych narzędzi, ani technik, a w każdym razie jest dobrze adaptowalna do przeciętnych domowych warunków. MEK dobrze to wykorzystuje.</p>
<p>Jedynym mankamentem warsztatów był brak szerszego odwołania do kolekcji muzeum, która prawdopodobnie prezentowana jest na wystawie stałej. Rozumiem, że trudne byłoby oddelegowanie pracownika do specjalnego oprowadzania po odpowiadającej tematyce warsztatów części ekspozycji. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby zaopatrzenie uczestników warsztatów w krótką informację, co warto zobaczyć i odesłać ich na wystawę. W końcu muzeum ma się czym pochwalić, a dzięki takiej wizycie przyjemność amatorskiego malowania może zostać wzmocniona poprzez bezpośredni kontakt z mistrzowskimi wykonaniami. </p>
<p>Tak czy siak planuję wrócić na kolejne warsztaty w następny weekend. Bo w &#8222;Etnokalendarzu&#8221; warsztaty nie tylko są ułożone w cykl odpowiadający odpowiednim świętom. Żaden weekend nie powtarza się, stąd dodatkową motywacją, żeby przyjść do muzeum jest wyjątkowość przedsięwzięcia. Tylko tu, tylko teraz, tylko w muzeum.</p>
<p>ps. ilustracja do tego posta nie pochodzi z MEK, ale dołączam ją dla porządku. rozpoznawalne atrybuty to ważna rzecz.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/11/10/jak-w-muzeum-znalazlam-nowe-hobby/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O kole w zajezdni tramwajowej</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/11/06/o-kole-w-zajezdni-tramwajowej/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/11/06/o-kole-w-zajezdni-tramwajowej/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 08:51:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dzieci w muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[Edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[Inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[Muzea i wystawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1729</guid>
		<description><![CDATA[Wielu trudno uwierzyć, że jest takie muzeum, do którego dzieci same ciągną rodziców i wizyta w którym jest udanym sposobem na spędzenie dobrego czasu wolnego. Mimo kilku mankamentów Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie jest bezsprzecznie jednym z muzealnych fenomenów ostatnich lat. Konsekwentnie prowadzonej polityce rozwoju miejsca w oparciu o kompetentnie rewitalizowaną bazę w zabytkowej zajezdni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wielu trudno uwierzyć, że jest takie muzeum, do którego dzieci same ciągną rodziców i wizyta w którym jest udanym sposobem na spędzenie dobrego czasu wolnego. Mimo kilku mankamentów <a href="http://www.mimk.com.pl">Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie</a> jest bezsprzecznie jednym z muzealnych fenomenów ostatnich lat. Konsekwentnie prowadzonej polityce rozwoju miejsca w oparciu o kompetentnie rewitalizowaną bazę w zabytkowej zajezdni tramwajowej pomagają dobre pomysły. Misją instytucji jest zachowanie i prezentacja technicznego dziedzictwa Krakowa.Wielu zwiedzających przyciąga unikalna kolekcja tramwajów i samochodów z czasów PRL, dobrze działa ekspozycja poświęcona drukarstwu, na uwagę zasługuje także oddalony od MIMK, ale ściśle we współpracy z nim stworzony Ogród Doświadczeń. Jednak głównym magnesem muzeum jest interaktywna wystawa dla dzieci.</p>
<p><img src="http://www.muzeoblog.org/wp-content/uploads/2009/11/mimk1-199x300.jpg" alt="Wokół koła" title="Wokół koła" width="199" height="300" class="alignleft" /> Piszę &#8222;dla dzieci&#8221;, ale tak naprawdę to przestrzeń, w której dobrze odnajdą się wszyscy ludzie, którzy mają trochę ciekawości i nie boją się wejścia w skórę ciekawych wszystkiego dzieci. Słyszeliśmy kiedyś taką złotą zasadę, że jeśli wystawa nie podoba się dzieciom (JAKAKOLWIEK) to nie jest dobra. Nowa wystawa &#8222;Wokół koła&#8221; w MIMK jest już drugą propozycją muzeum, w której doskonale odnajdują się nie tylko maluchy, choćby dlatego warto się jej bliżej przyjrzeć. Otwarta trzy tygodnie temu ekspozycja opowiada o kole- w jego różnych zastosowaniach. Żyroskopy, pojazd kołowy, koło dla chomika, idealne koło Leonarda, płyta winylowa i dvd- to tylko kilka wynalazków, których działanie można zrozumieć odwiedzając wystawę. I- na szczęście- autorzy nie ograniczyli się do techniki, zauważając słusznie, że jest technika częścią kultury, wobec czego warto wyjaśnienia fizyczne wzbogacić o szerszy komentarz. <span id="more-1729"></span>W aranżacji wystawy przeważają interaktywne ekspozytory, w większości opisane w sposób zrozumiały, choć długość tekstów przekracza znacznie możliwości czytelnicze dziecka młodszych klas podstawówki. Jednak ponieważ wiem, jak trudno dobrze napisać podpis pod eksponat, doceniam to, że przynajmniej dla mnie opisy były zrozumiałe- choć nie potrafię powtórzyć zbyt wielu zasad działania tych urządzeń (ale myślę, że to nie jest wina muzeum). Spodobało mi się wykorzystanie rozwinięcia liczbowego liczby pi, które pojawia się na wszystkich ścianach hali, gdzie jest wystawa. Aranżacja jest ładna i nowoczesna. Można dotykać, jest dużo miejsca i kolorów. </p>
<p><img src="http://www.muzeoblog.org/wp-content/uploads/2009/11/mimk2-300x199.jpg" alt="Wokół koła" title="Wokół koła" width="300" height="199" class="aligncenter size-medium wp-image-1731" /></p>
<p>Wreszcie napiszę to, co wydaje mi się najważniejsze. Wielu muzealników w obawie przed disnejlandyzacją swoich placówek ucieka przed wprowadzeniem interaktywnych rozwiązań. Natomiast MIMK dobrze radzi sobie z tym problemem: właśnie dzięki temu, że w wystawie interaktywnej interesująco pokazuje świat fizyki przyciąga gości, którzy -czasem przy okazji- odwiedzają też inne kolekcje. I nie ma problemu. </p>
<p><img src="http://www.muzeoblog.org/wp-content/uploads/2009/11/mimk3-300x199.jpg" alt="Wokół koła " title="Wokół koła " width="300" height="199" class="aligncenter size-medium wp-image-1732" /></p>
<p>Bardzo dobrze wymyślona jest oferta edukacyjna. Szkoda, że brakuje otwartych zajęć dla indywidualnych zwiedzających, zwłaszcza rodzin. Takie weekendowe warsztaty mogłyby być rozwinięciem wątków rozpoczętych na wystawie, posłużyć do kolejnych doświadczeń, wreszcie utrwalić wiedzę, której tak dużo pojawia się na ekspozycji. Szkoda też, że nie ma dobrego sklepu muzealnego, ani eksperymentalnej restauracji, ale nie będę na to narzekać. I tak MIMK pozostaje jednym z ważniejszych w Krakowie przykładów na to, że muzea mogą być miejscami dobrego czasu wolnego. </p>
<p>Odrębnym tematem jest kwestia sensownego zaprojektowania przestrzeni, która spełnia oczekiwania zarówno dzieci jak i dorosłych. To duże wyzwanie. Czy wydzielać odrębne sale, gdzie dzieci mogłyby się bawić? Kto będzie się wtedy opiekował dziećmi? Może wprowadzać elementy dziecięce do narracji dorosłej? &#8222;Wokół koła&#8221; podobnie, jak wcześniejsza stałą wystawa interaktywna, są przykładami kompromisowych rozwiązań. Dla mnie osobiście wspaniałym rozwiązaniem był także &#8222;Ogród trudnych słówek&#8221; czyli mądry i atrakcyjny plac zabaw, zorganizowany pomiędzy budynkami muzealnymi, a ogródkiem pobliskiej restauracji. Taka przestrzeń nie frustrowała, ani nie nużyła nikogo: dzieci bawiły się same pod okiem rodziców, którzy pod parasolem mogli cieszyć się latem.</p>
<p>Obserwuję to muzeum od wielu lat, od czasu, kiedy w pobliskiej hali na św. Wawrzyńca stał jeden smętny stary tramwaj. Zmiany, które zaszły w międzyczasie pozwalają mi mieć nadzieję, że wszystko tam idzie ku jeszcze lepszemu. </p>
<p>Dziękuję Markowi Golonce za udostępnienie zdjęć z nowej wystawy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/11/06/o-kole-w-zajezdni-tramwajowej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie chwal akwarium przed zachodem słońca</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/10/30/nie-chwal-akwarium-przed-zachodem-slonca/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/10/30/nie-chwal-akwarium-przed-zachodem-slonca/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Oct 2009 14:52:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dzieci w muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[Instytucje]]></category>
		<category><![CDATA[Muzea i wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1772</guid>
		<description><![CDATA[Zanim ostatecznie zdecydowałam się na napisanie tego posta, miałam- przyznaję- pewne wahanie. Otóż krakowskie Akwarium, o którym pisałam w dobrych słowach na łamach tego bloga jest instytucją ze wszech miar wartą wspierania. To moja osobista opinia nie wsparta powiązaniami biznesowymi, ani instytucjonalnymi. Akwarium jest, a w każdym razie było, jednym z nielicznych miejsc, gdzie bez [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zanim ostatecznie zdecydowałam się na napisanie tego posta, miałam- przyznaję- pewne wahanie. Otóż krakowskie <a href="http://www.akwariumkrakow.pl/index.php">Akwarium</a>, o którym pisałam w<a href="http://www.muzeoblog.org/2009/03/08/wodne-i-ladowe-przygody-w-lazni/"> dobrych słowach</a> na łamach tego bloga jest instytucją ze wszech miar wartą wspierania. To moja osobista opinia nie wsparta powiązaniami biznesowymi, ani instytucjonalnymi. Akwarium jest, a w każdym razie było, jednym z nielicznych miejsc, gdzie bez rezerwacji można było spędzić dobrej jakości czas wolny. O zaletach pisałam wtedy. A teraz będzie o niedosycie. Z przykrością tym większą o tym piszę, że nadal im kibicuję, ale już znacznie bardziej się zastanowię nad kolejną tam wizytą. </p>
<p>A więc odwiedziliśmy Akwarium pewnej niedzieli, w godzinach wieczornych, wykorzystując to, że gości zaprasza się do godziny 21. Wizyta była rodzinna, uznaliśmy, że po wystawie oprowadzi wszystkich dziecko, pokazując przy okazji, co zapamiętało. (nota bene polecam ten sposób angażowania dzieci w zwiedzanie). Po dobrym otwarciu, bo okazało się, że działa już sklepik z pamiątkami poszliśmy od razu spotkać się ze stworzeniem, które było największym magnesem Akwarium. Otóż żywe skamieniałości, skrzypłocze, zwierzęta żyjące na naszej planecie od milionów lat, mieszkały ostatnio w płytkim akwarium basenowym w czymś nazywanym chyba &#8222;salą odkrywców&#8221;. Byłam przekonana, że min. na skrzypłoczy Akwarium buduje swój unique selling point. Opowiadałam osobiście wielu osobom o tym, że dla niej warto tam przyjść. Naprawdę unikat.<span id="more-1772"></span></p>
<p>A tu&#8230; skrzypłoczy nie ma! Ktoś z pracowników, już nie ubrany w podkoszulek z napisem &#8222;zadaj mi pytanie&#8221; powiedział, że &#8222;poszły do kolekcji&#8221; i nie zaprosił do dotknięcia ani skrzypłoczy, ani niczego innego. Rekiny, które zastąpiły rzeczone skrzypłocze, nie stanowiły żadnej wyjątkowej atrakcji. Nie można było zrobić żadnych szczególnych obserwacji, ani eksperymentów. Sytuację ratowała nieco możliwość podglądania w tubowym akwarium stworzonek, które zagrzebywały się do plastikowych rur, ale umówmy się, to atrakcja bez porównania. </p>
<p>Pomysłowe aranżacje przestrzeni, które ostatnio chwaliłam, zaczynają się rozpadać. Na dnie sadzawki żółwiowej jest tyle nalotu i brudu, że nawet panujący wśród zwierząt tłok (normalnie przywodzący uwagę) schodzi na dalszy plan. Akwaria działają w mocno ograniczonym składzie, to znaczy w tych, które funkcjonują wielu ryb brakuje. Ale jeszcze gorsza sytuacja jest na pierwszym piętrze, gdzie zwiedzający ma wrażenie, że jedna czwarta terrariów jest właśnie &#8222;w trakcie zmiany ekspozycji&#8221;. Tutaj już poważnie budzi się w nas obawa źle wydanych pieniędzy. </p>
<p>Brakuje pracowni badacza- humanisty, która ostatnio zainteresowała nas tym, że pozwoliła na podglądanie pracy pasjonata. Nie działa wiele halogenów do oświetlania gablot. Na podłodze jest kurz, stąd nie zalecamy już dzieciom, żeby wykorzystywały pomyślany o nich &#8222;labirynt&#8221; przejść pod akwariami. Żadne nowe kina, czy sale projekcyjne, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, nie działają. Nie ma meduz, które obiecywano. No i wreszcie tak zwana nowa ekspozycja, czyli nosorożec włochaty.</p>
<p>Mam takie niejasne wspomnienie z dzieciństwa. Chodzimy sobie z rodziną pewnej niedzieli po Muzeum PANu na Sławkowskiej w Krakowie i ktoś tłumaczy mi, że gigantyczne zwierzę, którego model gipsowy oglądam to włochaty nosorożec. Pytam, dlaczego jest łysy, skoro nazywa się włochaty. Babcia mi na to tłumaczy, że w muzeach nie wszystko jest takie proste, jakby się mogło wydawać. Przede wszystkim są różne przepisy kon-ser-wa-tor-skie. </p>
<p>Po latach wracam do nosorożca, do nowoczesnej placówki muzealnej, która zawodząc wszelkie nadzieje pokazuje najnudniejszą wystawę świata (gabloty, zdjęcia, trzy różne modele nosorożca itp.). Nosorożec nie wydaje z siebie głosu, a sala mu poświęcona jest malutka- w każdym razie w porównaniu z wagą wielkiego odkrycia. Dziecko spędza tam nie więcej niż minutę (przynajmniej na początku wizyty, kiedy wciąż myśli, że zaraz pogłaszcze skrzypłocza).</p>
<p>Nie będę się pastwić nad innymi rzeczami, które nie zachwyciły. Morał z tego taki, żeby nie obiecywać rozwoju, bo się poważnie nadweręża zaufanie swoich gości, którzy są potencjalnie najlepszymi ambasadorami i reklamą muzeów. Z drugiej strony od dawna wróble na mieście (czy jak to tam warszawiacy mówią) ćwierkały, że nie ma i nie będzie kasy na rozwój Akwarium. I dodawały, że jak Kraków Krakowem żadne muzeum prywatne za nic się nie opłaci. Życzę sobie, a przede wszystkim Akwarium, żeby to nie była prawda.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/10/30/nie-chwal-akwarium-przed-zachodem-slonca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Temat: rzeka</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/09/22/temat-rzeka/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/09/22/temat-rzeka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Sep 2009 07:47:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[Instytucje]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[skansem]]></category>
		<category><![CDATA[społeczności]]></category>
		<category><![CDATA[Tomaszów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1585</guid>
		<description><![CDATA[Wizyta w Skansenie Rzeki Pilicy, instytucji kultury Tomaszowa Mazowieckiego, budzi różne emocje. Przede wszystkim skansen jest wspaniałym i namacalnym dowodem na to, że pasja może stać się początkiem i siłą napędową dla muzealnych działań. Jak podkreśla inicjator i dyrektor skansenu, placówka powstała &#8222;na surowym korzeniu&#8221;, czyli z niczego. Dominujący swoją bryłą młyn został uratowany w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wizyta w <a href="http://www.skansenpilicy.pl/">Skansenie Rzeki Pilicy</a>, instytucji kultury <a href="http://www.tomaszow-maz.eu/">Tomaszowa Mazowieckiego</a>, budzi różne emocje. Przede wszystkim skansen jest wspaniałym i namacalnym dowodem na to, że pasja może stać się początkiem i siłą napędową dla muzealnych działań. Jak podkreśla inicjator i dyrektor skansenu, placówka powstała &#8222;na surowym korzeniu&#8221;, czyli z niczego. Dominujący swoją bryłą młyn został uratowany w ostatniej chwili od zniszczenia, które czekało go przy okazji tworzenia zalewu. Imponująca kolekcja działających wozów bojowych znalazła się tu, bo je wyłowiono z rzeki. Są eksponaty znalezione przypadkiem i podarowane jako wyraz uznania przez inne muzea. Bardzo ciekawe ruchome makiety młynów zostały wykonane i oddane przez pasjonata &#8211; modelarza. Unikalny i urokliwy jest budynek małej stacji dawnej kolei wiedeńsko- warszawskiej. <span id="more-1585"></span></p>
<p><object width="400" height="300"><param name="flashvars" value="offsite=true&#038;lang=en-us&#038;page_show_url=%2Fphotos%2Futaszwarc%2Fsets%2F72157622430603580%2Fshow%2F&#038;page_show_back_url=%2Fphotos%2Futaszwarc%2Fsets%2F72157622430603580%2F&#038;set_id=72157622430603580&#038;jump_to="></param><param name="movie" value="http://www.flickr.com/apps/slideshow/show.swf?v=71649"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><embed type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.flickr.com/apps/slideshow/show.swf?v=71649" allowFullScreen="true" flashvars="offsite=true&#038;lang=en-us&#038;page_show_url=%2Fphotos%2Futaszwarc%2Fsets%2F72157622430603580%2Fshow%2F&#038;page_show_back_url=%2Fphotos%2Futaszwarc%2Fsets%2F72157622430603580%2F&#038;set_id=72157622430603580&#038;jump_to=" width="400" height="300"></embed></object></p>
<p>Skansen mieści się w bliskim sąsiedztwie rezerwatu &#8222;Niebieskie Źródła&#8221;, można zwiedzić go także przy okazji spływu Pilicą. W słoneczny dzień spacer po skansenie jest naprawdę ciekawą propozycją na dobry czas wolny, jednak&#8230; Pojawia się tu problem klucza do kolekcji. Wydaje się, że różnorodność eksponatów jest tak duża, że nie wiadomo, czego dokładnie jest to muzeum. To prawda, że można opisać wszystko przez odwołanie się do rzeki i to prawda także, że różnorodność jest atutem wielu muzealnych kolekcji. Szkoda jednak, że brakuje wyrazistości i uzasadnienia dla pokazania ich wszystkich na jednym, nie za wielkim jak na skansen terenie. Na przykład dość niewiarygodna, choć mała wystawa sztuki okopowej, z jednej strony była dla mnie doskonałą ilustracją tego ile czasu traci się na wojnie (i jak idiotycznym pomysłem są wojny), z drugiej strony kolekcja ta ma raczej charakter zbioru kuriozów. To akurat zbliża skansen tomaszowski do prototypowego muzeum europejskiego, ale oddala od nowoczesnej placówki pokazującej zarówno detale, jak kontekst. W tym wypadku różnorodność ekspozycji może więc być potraktowana jako jego słabość. </p>
<p>Skansen Pilicy żyje wydarzeniami. Odbywają się tu rekonstrukcje historyczne, które mają grupę przekonanych fanów. Skansen gromadzi przy okazji społeczność pasjonatów, co nie jest łatwym zadaniem, a zawsze przynosi instytucjom muzealnym korzyści. I na pewno, mimo moich narzekań, warto to miejsce odwiedzić. Zwłaszcza w towarzystwie przewodnika, którego pasja, wiedza i zaangażowanie mogą być przecenione. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/09/22/temat-rzeka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Amatorszczyzna z Brukseli</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/09/11/amatorszczyzna-z-brukseli/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/09/11/amatorszczyzna-z-brukseli/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Sep 2009 11:59:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[Muzea i wystawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1580</guid>
		<description><![CDATA[Uwaga, zapraszam do obejrzenia pierwszego filmu wyprodukowanego przez Dynamikę Ekspozycji. Jest to raczej projekcja naszych zainteresowań, niż dobra rejestracja muzealnej przestrzeni, trwa 49 sekund i tak nie za wiele widać, ale starałam się. Szacunek dla tych, którzy potrafią lepiej:). Czas na autoeksplikację. Materiał został zarejestrowany w Muzeum Instrumentów Muzycznych w Brukseli. Chciałam zwrócić uwagę na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Uwaga, zapraszam do obejrzenia pierwszego filmu wyprodukowanego przez Dynamikę Ekspozycji. Jest to raczej projekcja naszych zainteresowań, niż dobra rejestracja muzealnej przestrzeni, trwa 49 sekund i tak nie za wiele widać, ale starałam się. Szacunek dla tych, którzy potrafią lepiej:). </p>
<p><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/naot84XybP4&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/naot84XybP4&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
<p>Czas na autoeksplikację. Materiał został zarejestrowany w <a href="http://www.mim.fgov.be/">Muzeum Instrumentów Muzycznych w Brukseli</a>. Chciałam zwrócić uwagę na kilka obecnych tam praktycznych rozwiązań . W pierwszej części filmu można zobaczyć pomysłowo zrealizowaną salę warsztatową. Plecione siedziska są tanie i zabierają mało przestrzeni. Na uwagę zasługuje też prosta aranżacja stanowisk przy ścianie i sufit, gdzie można zawiesić takie rzeczy, które są nam akurat przydatne. Na podłodze oznaczone są stanowiska, które można wykorzystać na przykład do pracy w mniejszych grupach. <span id="more-1580"></span></p>
<p>Następnie przechodzimy na wystawę. Ponieważ tematem przewodnim muzeum są instrumenty muzyczne, zwiedzanie odbywa się w słuchawkach, które odbierają dźwięki odpowiadające odpowiednim instrumentom. Nagranie przygotowane dla każdego stanowiska zawierają próbkę gry, a także fragment mistrzowskiej interpretacji, kiedy można usłyszeć zazwyczaj, jak instrument brzmi w harmonii z innymi. Bardzo ważne jest oznaczenie miejsc, gdzie trzeba stanąć, żeby dobrze usłyszeć dźwięk &#8211; w tym celu wykorzystana jest podłoga. Zamiast powszechnych czerwonych sznureczków oddzielających eksponaty od zwiedzających zaproponowano tutaj oparcia w postaci ramp. Można się wesprzeć na nich słuchając muzyki i oglądając efekty pracy rękodzielników. </p>
<p>W uzupełniającej prezentację tablicy umieszczono: fotografie ilustrujące użycie instrumentów w naturalnej dla nich przestrzeni (np. na hali) i krótkie opisy. Tablice nie przesłaniają eksponatów, wykorzystują natomiast przestrzeń powstałą przy okazji wstawienia instalacji ze ścianek działowych budujących scenerię dla eksponatów. </p>
<p>Wreszcie finał filmu dokumentuje, jak można wykorzystać w muzeum repliki. Harfa dostępna dla zwiedzających (kto by nie chciał dotknąć jej strun?) jest usytuowana obok cennych eksponatów, które są we właściwy sposób chronione. </p>
<p>Bardzo wysoko oceniam samo muzeum i jego działalność. Zwiedzający dostają dużo wsparcia w zwiedzaniu i wizyta jest prawdziwym przeżyciem estetycznym. Opisy do eksponatów i materiały informacyjne są świetnie zredagowane, zajęcia i program warsztatów trafiają w potrzeby zarówno muzyków, jak i wszystkich innych, którzy chcieliby zapoznać się bliżej z instrumentami, wreszcie muzeum znajduje się w jednej z najpiękniejszych i najbardziej charakterystycznych <a href="http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c8/Paul_Saintenoy_-_Old_England.JPG&#038;imgrefurl=http://en.wikipedia.org/wiki/File:Paul_Saintenoy_-_Old_England.JPG&#038;usg=__iQ5l07nlQUHsVjsnstMJI7SQVxk=&#038;h=2592&#038;w=1944&#038;sz=1801&#038;hl=pl&#038;start=5&#038;tbnid=EgICQXL_2I27MM:&#038;tbnh=150&#038;tbnw=113&#038;prev=/images%3Fq%3Dold%2Bengland%2Bbrussels%26gbv%3D2%26hl%3Dpl%26sa%3DG">secesyjnych kamienic</a> w Brukseli. </p>
<p>Opinie innych zwiedzających znajdziecie na <a href="http://www.museumtalks.be/cat/1/">museumtalks</a>, jest tam nawet akcent polski. </p>
<p>Dodam na koniec, że tytułowa amatorszczyzna dotyczy więc wyłącznie filmiku, a nie samego muzeum, które zresztą amatorów aktywnie wspiera. I oby tak dalej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/09/11/amatorszczyzna-z-brukseli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Muzeum mówi</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/09/11/muzeum-mowi/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/09/11/muzeum-mowi/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Sep 2009 07:26:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[Muzeum w sieci]]></category>
		<category><![CDATA[Bruksela]]></category>
		<category><![CDATA[goście]]></category>
		<category><![CDATA[opowieści]]></category>
		<category><![CDATA[PR]]></category>
		<category><![CDATA[web 2.0]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1563</guid>
		<description><![CDATA[Tytułowa gra słowna &#8222;museum talks&#8221; opisuje dobrze portal internetowy, w którym umieszczone są opowiastki/ pogadanki ich gości. To także poprzez nie muzea same opowiadają o sobie. Rzecz dotyczy muzeów Brukseli, które wspólnie zapraszają zwiedzających do nagrywania krótkich impresji, jakie mogą potem być wykorzystane przy kolejnych wizytach. Portal jest też używany przez pracowników muzeów, którzy muszą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tytułowa gra słowna <a href="http://www.museumtalks.be/">&#8222;museum talks&#8221;</a> opisuje dobrze portal internetowy, w którym umieszczone są opowiastki/ pogadanki  ich gości. To także poprzez nie muzea same opowiadają o sobie. Rzecz dotyczy muzeów Brukseli, które wspólnie zapraszają zwiedzających do nagrywania krótkich impresji, jakie mogą potem być wykorzystane przy kolejnych wizytach. Portal jest też używany przez pracowników muzeów, którzy muszą się dostosować do ogólnie panujących tu zasad: wpis dotyczy nie całości, ale szczegółu i bazuje na osobistym podejściu często własnej pasji, zawsze własnej perspektywie). Komentarze mają formę krótkich plików dźwiękowych: równie łatwo je samemu zarejestrować i umieścić w sieci, co ściągnąć z portalu i skonstruować własny audio przewodnik po wybranych ekspozycjach Brukseli. Towarzyszą im fotografie eksponatów/ sal muzealnych, których słuchowiska dotyczą. </p>
<p><img src="http://www.muzeoblog.org/wp-content/uploads/2009/09/museum_talks-300x233.jpg" alt="museum_talks" title="museum_talks" width="300" height="233" class="aligncenter size-medium wp-image-1576" /> </p>
<p>Rozwiązania zastosowane w &#8222;Muzeum talks&#8221; mają kilka ogromnych atutów, z których łatwość rozwiązań technicznych przychodzi na myśl jako jeden z pierwszych.<span id="more-1563"></span> Dzięki temu, że komentarze są pisane jedynie przez gości, charakteryzuje je duży subiektywizm- dzięki temu są bardziej przekonujące, niż oficjalne opisy. Co więcej przewodniki te stają się tym bardziej osobiste, że są przygotowywane bezpośrednio przez i dla końcowych użytkowników. Muzea otwierając się na interpretacje gości, tym samym potwierdzają, że nie ograniczają się jedynie do swoich eksperckich zasobów. Pierwszy i najważniejszy komunikat, jaki muzea zgromadzone w &#8222;Museum talks&#8221; wysyłają do świata jest taki: jesteśmy otwarci, zapraszamy i zachęcamy do osobistego przeżywania i komentowania tego, co prezentujemy. Grafika strony jest nowoczesna i bardzo piękna, a architektura informacji cechuje się klarownością rozwiązań. Strona jest według mnie bardzo przyjazna dla użytkownika.</p>
<p>&#8222;Museum talks&#8221; to przede wszystkim przykład tzw. &#8222;dobrej praktyki&#8221; do wykorzystania: zarówno przez same muzea, jak i przez projekty muzealne. Tworzenie społeczności wokół muzeów jest bardzo efektywną strategią PR: goście czują się rzeczywiście zaproszeni do ich współtworzenia. Internet daje w tym aspekcie szansę na pozostawanie w kontakcie z instytucją mimo geograficznego oddalenia, a formuła umożliwiająca samodzielne nagrywanie plików jest natychmiastowym zyskiem, jaki portal oferuje swoim użytkownikom. To prawdziwy przykład wyniku gry typu wygrana: wygrana. Sprawdźcie sami!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/09/11/muzeum-mowi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co ma piernik do muzeum</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/08/31/co-ma-piernik-do-muzeum/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/08/31/co-ma-piernik-do-muzeum/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 31 Aug 2009 14:42:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzea i wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[piernik]]></category>
		<category><![CDATA[Toruń]]></category>
		<category><![CDATA[warsztat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1535</guid>
		<description><![CDATA[Toruńskie Muzeum Piernika na pierwszy rzut oka dostarcza zwiedzającym wszystkiego, czego mogliby oczekiwać od muzeum. W ciekawej, ubranej w stosowną narrację formie mamy szansę samodzielnie zapoznać się z kunsztem piernikarskim. Tym samym wykorzystana zostaje unikalność miejsca- wiemy, dlaczego pierniki piec będziemy akurat w Toruniu. Wizyta ma charakter całkowicie interaktywny- warsztat opiera się na żywym kontakcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Toruńskie <a href="http://www.muzeumpiernika.pl/index.php">Muzeum Piernika</a> na pierwszy rzut oka dostarcza zwiedzającym wszystkiego, czego mogliby oczekiwać od muzeum.</p>
<p>W ciekawej, ubranej w stosowną <strong>narrację</strong> formie mamy szansę samodzielnie zapoznać się z kunsztem piernikarskim. Tym samym wykorzystana zostaje<strong> unikalność miejsca</strong>- wiemy, dlaczego pierniki piec będziemy akurat w Toruniu. Wizyta ma charakter całkowicie interaktywny- <strong>warsztat</strong> opiera się na żywym kontakcie z prowadzącymi: wróżką piernikową i mistrzem piekarskim. W ich świat, który zostaje zaanonsowany na wstępie jako &#8222;złoty wiek Torunia&#8221;, zostajemy wprowadzeni w sposób na poły magiczny, czyli składając przysięgę o zachowaniu <strong>tajemnicy</strong> wypieku pierników. Choć żartobliwie, jednak znacząco, zwiedzający zostają w taki sposób zaproszeni do udziału w niedostępnej wszystkim <strong>przygodzie</strong>. Przebrani w dawne stroje nauczyciele są dobrze przygotowani do warsztatów, które dynamicznie prowadzone trwają około 45 minut. Zapamiętują imiona uczestników, do których zwracają się prosząc o wykonanie konkretnych, prostych zadań, czy zadając mobilizujące pytania. <strong>Przestrzeń</strong> zaadoptowanego na potrzeby muzealne mieszkania na toruńskiej starówce jest dobrze wykorzystana: przechodzimy od stołu prezentacji przypraw, do stołu, gdzie przygotowujemy ciasto. Każdy może sam wybrać foremkę na własny piernik, a element <strong>samodzielnego wyboru</strong> jest kolejną zaletą zajęć. Podczas, gdy pierniki pieką się dowiadujemy się jeszcze kilku ciekawostek, poznajemy lokalne legendy piernikowe i powtarzamy najważniejsze informacje. Wreszcie, po wyjęciu gotowych pierników z pieca nie tylko cieszymy się z własnoręcznie wykonanej <strong>pamiątki</strong>, ale także możemy otrzymać imienny <strong>certyfikat</strong> potwierdzający nabycie nowej umiejętności. </p>
<p>Czyż nie jest idealnie? Niby jest, może trochę szkoda, że zarówno muzealny sklepik jak i kafejka są kiepskie w odniesieniu do oferty miejsca. Język zajęć, w którym często pojawiają się staropolskie sformułowania jest momentami całkowicie niezrozumiały dla dzieci (np. chętnie używana pochwała &#8222;dobrze, terminujący&#8221; pozostaje zazwyczaj bez odpowiedzi, bo nie wiadomo, kim/czym jest ów &#8222;terminujący&#8221;), a dzieci nie do końca kupują historię o podróży w czasie. I na to można popatrzeć przez palce, naprawdę. Mimo wszystko. Dla mnie największe zastrzeżenia budzi użycie w kontekście tego miejsca słowa &#8222;muzeum&#8221;.</p>
<p><span id="more-1535"></span></p>
<p>Otóż toruńskie Muzeum Piernika nie posiada eksponatów. W swojej praktyce wykorzystuje jedynie szereg współcześnie wykonanych przedmiotów związanych z prezentowaną przez siebie tematyką. Samo wnętrze także nie tłumaczy się samo (przynajmniej nic nam o tym nie powiedziano). Być może ten brak, który dojmująco odczułam, świadczy o tym, że w definicji muzeum &#8222;autentyczność&#8221; i obecność eksponatów jest ważna. Czy wobec tego to w ogóle jest muzeum? Dla mnie spełnia doskonale wymogi sytuacji muzealnej, a jeszcze bardziej jest dobrze funkcjonującym nowoczesnym (ponowoczesnym?) centrum edukacyjnym, którego jakość i unikalność opiera się na dobrym wykorzystaniu lokalnego nieuchwytnego dziedzictwa. Tylko, że to brzmi znacznie gorzej niż &#8222;muzeum piernika&#8221;, która to nazwa obiecuje być może kontakt z pewnym fenomenem społecznym, a jej pierwszy człon instytucję nobilituje i uwiarygodnia. Muzeum piernika jest bowiem także małym przedsiębiorstwem, słusznie docenionym zresztą nagrodami. I bardzo dobrze. Nie jest przecież tak, że kultura, dziedzictwo, czy muzea powinny uniemożliwiać zarabianie pieniędzy. Wręcz przeciwnie.</p>
<p>Warto życzyć innym muzeom, które inaczej, niż toruńskie Muzeum Piernika mają w ręce silne atuty historycznych wnętrz i wspaniałe zbiory przedmiotowe, aby umiały je wykorzystywać równie lekko i profesjonalnie jak to się dzieje w Toruniu. Wystarczy pamiętać o tym, co im już się udało (a ja pogrubioną czcionką streściłam na początku tego tekstu). </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/08/31/co-ma-piernik-do-muzeum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kultura w muzeum</title>
		<link>http://www.muzeoblog.org/2009/07/28/kultura-w-muzeum/</link>
		<comments>http://www.muzeoblog.org/2009/07/28/kultura-w-muzeum/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Jul 2009 12:25:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łucja Piekarska-Duraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzea i wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Rzeczy w muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[ekspozycja]]></category>
		<category><![CDATA[Romowie]]></category>
		<category><![CDATA[Tarnów]]></category>
		<category><![CDATA[wielokulturowość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.muzeoblog.org/?p=1461</guid>
		<description><![CDATA[Jednym z zadań muzeów jest zachowanie dziedzictwa. Ambicją wielu instytucji muzealnych jest ponadto jego dobra prezentacja i wyjaśnianie. Wychodzę z założenia, że każde dziedzictwo, nie tylko to z muzeów, ma charakter kulturowy – nawet jeżeli myślimy o „parku narodowym”, „przełomie Dunajca”, czy Morskim Oku – każde z nich nie tylko zanurzone jest w kulturze, ale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jednym z zadań muzeów jest zachowanie dziedzictwa. Ambicją wielu instytucji muzealnych jest ponadto jego dobra prezentacja i wyjaśnianie. </p>
<p>Wychodzę z założenia, że każde dziedzictwo, nie tylko to z muzeów, ma charakter kulturowy – nawet jeżeli myślimy o „parku narodowym”, „przełomie Dunajca”, czy Morskim Oku – każde z nich nie tylko zanurzone jest w kulturze, ale ich powstanie, czy funkcjonowanie ściśle wiąże się z klasyfikacją i sposobami strukturyzacji świata. A właśnie „sposoby kategoryzacji świata” to jedna z nielicznych cech łączących różnorodne definicje kultury i być może to właśnie ich prezentacja powinna stać się celem tworzenia muzealnych ekspozycji. </p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3021/3110569768_e0fc897c8c.jpg" alt="pont du gard" /></p>
<p>Wynika z tego, że przyjęta w muzeum definicja kultury będzie mała duży wpływ na ekspozycję, kolekcję, czy wręcz sposób komunikowania się z odbiorcami. Dla przykładu muzealnicy decydujący się na podejście interpretacyjne, gdzie nauka o kulturze jest w rzeczywistości jej interpretacją, a nie próbą wyjaśnienia, nie będą bronić się przed subiektywnymi i mocno nacechowanymi autorsko wystawami. Z drugie strony, jeśli muzeum etnograficzne wyszłoby z założenia, że istnieje jedna cywilizacja (jest „kultura” nie ma „kultur”), wszystkie obiekty pochodzące z innych części globu będzie tłumaczyć wyłącznie w odniesieniu do swojej kultury.<span id="more-1461"></span></p>
<p>Zaraz, zaraz… ale czy nie powinniśmy tłumaczyć nieznanego przez znane? Odległego przez bliskie? Egzotycznego przez swojskie? No właśnie- tutaj pojawia się kilka zasadniczych problemów. Jakie mamy właściwie kompetencje, żeby obiektywnie mówić o innych? Czy autorytet muzeum daje mu podstawy do prezentowania jedynie słusznego sposobu interpretacji Kultury? Jeżeli zaś zgadza się z istnieniem alternatywnych interpretacji, to czy rzeczywiście wskazuje, gdzie ich szukać? Jeśli tak wiele „gubi się w tłumaczeniu”, to czy nie byłoby uczciwie podkreślać, że muzeum jest i będzie zawsze instytucją zewnętrzną, często w sztuczny sposób budującą kategorie analityczne, aby ilustrować je eksponatami z własnej kolekcji?</p>
<p>Te pytania pociągają kolejne: Jak w ogóle można zaprezentować kulturę przy pomocy eksponatów? Jak uchwycić dynamikę, wielowarstwowość i procesualność kultury przy pomocy statycznych przedmiotów? Jakie są narzędzia umożliwiające przekazanie wzorów kultury?</p>
<p>W zespole Dynamiki ekspozycji mierzymy się z tymi problemami przy okazji pracy nad koncepcją wystawy romskiej w Muzeum Okręgowym w Tarnowie. Otóż chcielibyśmy między innymi pokazać wartości zasadnicze dla Romów: szacunek dla starszych, miłość do dzieci, solidarność grupową… ale te wartości ujawniają się w konkretnych sytuacjach, w których stoją za wyborami i powodują działania ludzi. Jak można przedstawić te sytuacje? Jak można opowiedzieć o nich przy pomocy przedmiotów? Jak w ogóle muzeum może przyjąć w swoją przestrzeń system kulturowy? Jeśli to za duże wymaganie, to na ile wartościowe jest przedstawianie wybranych tylko aspektów kultury? </p>
<p>Inne pytania dotyczą przełożenia cech kultury na charakterystykę ekspozycji. Na przykład kultura romska ma charakter mówiony, muzeum natomiast wykorzystuje skutecznie komentarze pisane. Plansze i mapy, które wydają się mało „romskie” są natomiast sprawdzonymi sposobami esencjonalnego wyrażania treści. Jak to połączyć omijając kwadraturę koła? My bardzo liczymy na pomoc społeczności romskiej. Mamy nadzieję na kompromisowe rozwiązania. Bo muzeum, oprócz zachowywania dziedzictwa, powinno też rozwijać je i dawać szansę aktywnego jego komentowania, innymi słowy zapraszać do dialogu. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.muzeoblog.org/2009/07/28/kultura-w-muzeum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
