W dyskusjach o funkcjonowaniu współczesnego muzeum często poruszana jest kwestia skutecznej promocji nakierowanej na przyciąganie i zapraszanie nowych odbiorców. Często przywoływany jest problemem docierania do ludzi, którzy nie nawykli do chodzenia do muzeów i nie odbierają ich oferty jako czegoś dla siebie interesującego. Zagadnienia te poruszane są na blogu MUSEUM 2.0. Jego autorka Nina Simon, stosuje do poszukiwań rozwiązań w tym zakresie perspektywę współczesnych trendów w internecie. Tak opisuje podejmowane na blogu kwestie:
Wierzę, że muzea mają potencjał by przeprowadzić tą samą (r)ewolucję, która wydarzyła się w sieci, że mogą przejść transformacje od pełnienia roli statycznych autorytetów do funkcjonowania jako dynamiczne platformy współpracy, wymiany i generowania treści. Wierzę, że zwiedzający mogą stać się użytkownikami, którzy tworzą społeczność wokół muzeum. Podejście typu web 2.0 otwiera nowe możliwości ale również wskazuje czego brakuje muzeum
Poniższy post nawiązuje do głównych wątków pojawiających się w jej analizach.
Janusz Byszewski w swoim wystąpieniu na konferencji Muzeum wobec wyzwań współczesności w MIK, określił grupę, do której szczególnie trudno jest dotrzeć z ofertą muzeum, jako publiczność „spoza białego sześcianu”. Częścią jego prezentacji było wtedy zdjęcie z Przystanku Woodstock: nad tłumem, zebranym pod festiwalową sceną, powiewa transparent z napisem „My tu są”. Byszewski postawił pytanie: jak owo „My” może zaistnieć w muzeum? Zwrócił uwagę na różne potrzeby, na które może odpowiadać muzeum, pełniąc równocześnie swoją misję, np. u młodzieży niezwykle ważna jest potrzeba bycia z grupą rówieśniczą. Czy muzeum może ją wykorzystać dla przyciągnięcia młodych widzów? Zdaniem Byszewskiego warunkiem powodzenia polityki promocyjnej muzeum jest pozostawianie „wolnej przestrzeni”– „żeby do nas przyszli, musimy im ustąpić miejsca – dawać przestrzeń, kreatywność wymaga przestrzeni”, mówił. Postulował, by: „uczynić muzeum przestrzenią autorską zarówno dla twórców wystaw jak i ich odbiorców”.
Muzeum w tym ujęciu nie jest już instytucją, która prezentuje gotową treść. Może za to pełnić funkcję platformy komunikacji, inspirować dyskusje i tworzyć wokół siebie społeczność odbiorców. Takie podejście można porównać do współczesnych trendów rozwoju sieci WWW, które można krótko scharakteryzować jako zwiększanie się w Internecie roli treści tworzonych przez użytkowników. Głównymi dostarczycielami informacji przestają już być portale internetowe czy serwisy prasowe, stają się nimi użytkownicy forów, twórcy blogów czy uczestnicy serwisów społecznościowych. Zjawisko to określa się często terminem web 2.0. Treści dodawane przez użytkowników sieci tworzą zawartość takich serwisów jak You Tube czy Flickr. Rzesze internautów korzystają z serwisów społecznościowych My Space, czy Facebook (ich popularnym odpowiednikiem w Polsce jest Nasza Klasa). Klasycznym już przykładem trendu Web 2.0 jest Wikipedia – encyklopedia tworzona i redagowana przez użytkowników. Usługi tego typu oferują platformy komunikacji i medium dla dystrybucji treści.
Wydaje się, że współczesne przemiany w sieci WWW, nie są obojętne dla myślenia o sposobach promocji i funkcjonowania muzeum. Dzieje się tak m.in. ze względu na to, że muzea konkurują obecnie z innymi dostarczycielami wiedzy i rozrywki o bardzo rzadkie dobro – czas i zaangażowanie zwiedzających [por: Marcin Wilkowski, Telewizja, kino i internet - źródła wiedzy o przeszłości].
więcej »
Powiadom znajomych:
wykop
|
facebook
|
delicious
|
Są w każdej kuchni, towarzyszą nam przez całe życie, świadczą o luksusie i kulturze technicznej, trudno wyobrazić sobie bez nich wykonywanie najprostszych czynności domowych – przedmioty z kategorii „AGD”, czyli Artykuły Gospodarstwa Domowego. Przy al. Krasińskiego 11c w Krakowie znajduje się najstarszy w mieście sklep z częściami zamiennymi do tego typu urządzeń. Witryna sklepu nie prezentuje jednak asortymentu, jak to zwykle witryny. Za jej szybą można za to zobaczyć … kolekcję. Sklep jest zarazem muzeum.
Na witrynie, jak w gablocie, prezentowane są eksponaty: odkurzacze, ekspresy i młynki do kawy, froterki, roboty kuchenne, maszynki do mięsa… itp. Większość urządzeń pochodzi z II połowy XX wieku, choć zdarzają się też eksponaty z lat przedwojennych. Są tu produkty niemal wszystkich europejskich firm z branży AGD. Jak przystało na muzeum fachowego sklepu z częściami zamiennymi, wszystkie zgromadzone tu urządzenia są kompletne i działają. Kolekcja powstaje od 2004 roku i obecnie jest to prawdopodobnie największy tego typu zbiór w Polsce. Spora część eksponatów pochodzi z darów klientów sklepu. Wszystkie narzędzia są skatalogowane, katalog został udostępniony on – line w postaci strony Muzeum AGD.
Kolekcja AGD powstaje z pasji właścicieli sklepu. Jest to dla nich połączenie pracy zawodowej i hobby. Jak sami mówią: dzięki muzeum prowadzenie sklepu stało się przyjemniejsze, bardziej satysfakcjonuje. Ciekawe jest również wykorzystanie sklepowej witryny jako swoistej gabloty muzealnej, dostępnej dla przechodniów. Technologie AGD należą obecnie do najszybciej rozwijających się – stanowi o tym duże zapotrzebowanie rynku. Z tego m.in. powodu urządzenia tego typu szybko „muzealizują się”. Najmłodsze przedmioty w muzeum pochodzą z końca lat 90; choć wyszły z codziennego użytku, w muzeum AGD otrzymały „drugie życie”, w roli eksponatów. Jest w tym jakaś paralela do oferty sklepu, do którego muzeum przynależy – „części zamienne i naprawa AGD”.
więcej »
Powiadom znajomych:
wykop
|
facebook
|
delicious
|
Chciałabym trochę się wytłumaczyć, a trochę też zwrócić uwagę czytelników na nowe menu naszego bloga. Wyjaśni może ono lepiej, co to znaczy że: “muzeoblog jest tworzony przez zespół programu Dynamika Ekspozycji“, a także i to, dlaczego od pewnego czasu o muzeach tutaj piszemy. Muzeoblog wzbogacony został o prezentację programu prowadzonego przez MIK od siedmiu lat i którego sam jest w pewnym sensie dzieckiem.
Słowo o genezie – Dynamika Ekspozycji na różne sposoby chce wspierać w rozwoju małopolskie muzea, stara się to czynić organizując warsztaty dla muzealników, ostatnio także współpracując przy realizacji konkretnych wystaw, no i oczywiście redagując “muzeobloga”. Chcemy też dzielić się naszą pasją dla muzeów, naszą wiedzą specjalistów z różnych dziedzin i tym, co nas inspiruje, a także komunikować nasze, odbiorców potrzeby. Dzięki zaufaniu muzeów możemy wcielać nasze pomysły w życie. Jesteśmy gdzieś “pomiędzy” – nie-muzealnicy i nie-zwykli odbiorcy. Wymyślamy dla Państwa warsztaty, służymy kreatywnymi głowami przy wymyślaniu nowych wystaw. O tym właśnie opowiadamy pod nowymi klawiszami naszego bloga. Zapraszamy!
Powiadom znajomych:
wykop
|
facebook
|
delicious
|
Była w Krakowie kiedyś łaźnia miejska, w pięknej części miasta, na św. Sebastiana. Z czasem – zgodnie z krakowską logiką – przerobiono ją na muzeum… Było tam więc urocze, starodawne zbiorowisko gablot – źle opisanych i oświetlonych, nie dających za wiele informacji ogólnych, ale za to pachniało tam myszką (a dokładnie żubrem i mamutem), co w zderzeniu z resztkami łaźni dawało niezwykły efekt.
(Od razu może zaznaczę, że nie jestem bezstronna – ze wszystkich muzeów najbardziej lubię medyczne, farmacji i przyrodnicze, także i dlatego, że zajmują się gotową systematyką, więc kategoryzują podwójnie.)
Niedawna wizyta w odnowionym muzeum na św. Sebastiana stała się dla mnie źródłem kilku odkryć i przyjemnych zaskoczeń.
Otóż mieści się tam teraz Akwarium. Poszłam tam bez przygotowania, więc opowiem o wrażeniach gościa z ulicy.
Na wejściu jest problem, bo okazuje się, że w zamian za zakup dość drogich biletów (słaba polityka rodzinna!) nie można odwiedzić wielkich akwariów, bo jeszcze ten etap inwestycji nie został ukończony. Od pracowników dowiedziałam się następnie, że “kazali mówić, że do końca roku oddadzą”. Miejmy nadzieję!!! Bardzo warto. bardzo potrzeba w Krakowie takiego miejsca. Kraków leży daleko od oceanarium, a IMAX nie wystarcza, jeśli chodzi o kontakt z głębinami.
A teraz chwalę Akwarium. Po pierwsze pracownicy muzeum mają na sobie podkoszulki z nadrukiem “zadaj mi pytanie!” i rzeczywiście, z przyjemnością i pasją dzielą się swoją wiedzą, co nadaje wystawie wymiar ludzki, a poza tym nie musimy czytać masy informacji. Wreszcie! Tego właśnie oczekujemy od muzealników!
Po drugie gabloty “mówią do nas”, zachęcając np. do poszukiwania mniejszych gadów ukrytych wśród gałęzi. To proste rozwiązanie (małe papierowe naklejki na szybach) bardzo efektywnie ułatwia zwiedzanie – nie tylko z dziećmi. Po trzecie są dobre multimedialne infokioski. Dzięki temu nie musimy czytać mnóstwa informacji, jeśli nie chcemy, a dodatkowo dostajemy możliwość przeglądnięcia galerii zdjęć. Po czwarte- mimo wszechobecnych niedoróbek- aranżacja przestrzeni jest ciekawa, stanowiąc integralną część identyfikacji wizualnej instytucji.
Czego brakuje? Większej różnorodności zajęć dla dzieci. Wystarczą proste papierowe przewodniczki do uzupełniania (ołówki z nadrukiem firmy już są). Lepszego przemyślenia systemu informacji multimedialnej dla dorosłych. I przede wszystkim gwarancji zakończenia prac w Akwarium.
foto 1, 2: bildungsr0man 
Powiadom znajomych:
wykop
|
facebook
|
delicious
|