W styczniu 2010 roku zespół Dynamiki Ekspozycji zakończył pierwszy etap współpracy z Muzeum Historycznym Miasta Krakowa nad ścieżką edukacyjną w nowym oddziale Muzeum – Fabryce Emalii Oskara Schindlera. Prace zostaną wznowione w czerwcu tego roku, już po otwarciu wystawy stałej „Kraków – czas okupacji (1939-1945)”, na której przygotowaniu koncentruje się w tej chwili uwaga zespołu Muzeum.
W ciągu pół roku intensywnych spotkań, „burz mózgów”, sesji kreatywnych, pracy w terenie, testów z młodzieżą udało się wypracować nowatorską – mamy nadzieję – koncepcję oferty edukacyjnej, którą przedstawiamy w ogólnym zarysie w prezentacji poniżej.
Proces tworzenia poszczególnych warsztatów był długotrwały i pracochłonny, ale też miejsce i tematyka powstającej wystawy wymagały szczególnej uważności. Zależało nam ponadto, aby w wypracowanych materiałach uniknąć – częstego jeszcze w sposobie mówienia o wojnie i Zagładzie – oddalającego od własnych emocji patosu, aby odnaleźć sposób na wzbudzenie empatii w uczestnikach przyszłych zajęć. Chcieliśmy, aby opowiadana w Fabryce Emalii historia nie stanowiła zbioru suchych faktów i liczb, aby w zaproponowanych warsztatach odwoływać się raczej do indywidualnych losów, przeżyć i doświadczeń.
Omawianą już na Muzeoblogu metodą na wzbudzenie zainteresowania trudną tematyką wojenną stały się dla nas spacery edukacyjne. Ich bohaterami i przewodnikami uczyniliśmy wspominanych już: Halinę Nelken i Tadeusza Pankiewicza. W następnym etapie planujemy poprowadzić przyszłych uczestników tej formy odkrywania historii śladami Józefa Baua (jego prace były prezentowane w Aptece pod Orłem na wystawie pt. „Czas zbezczeszczenia. Grafiki Józefa Baua”), Aleksandra Biebersteina i Stelli Müller-Madej.
Przejście poszczególnych ścieżek-spacerów zapewni poznanie historii i, niewidocznych już w większości, granic byłego getta krakowskiego. Interaktywna formuła zwiedzania, zaczerpnięta z coraz bardziej popularnych gier miejskich, zmusza do uczestnictwa, aktywnego poznawania historii miejsca, nie pozwalając na bierny odbiór.
Wciąż jednak z ogromną ostrożnością podchodzimy do zastosowanej metody. W przypadku mierzenia się z historią krakowskiego getta nasze doświadczenia z konstruowania gier terenowych w edukacyjno-kulturalnych programach Małopolskiego Instytutu Kultury (MDDK, Muzeobranie, Pierscień świętej Kingi) okazały się przydatne, jednak nieadekwatne.
Bo czy można grać w getto? Pytanie jest absurdalne, ale obawa przed trywializacją tematu wciąż nam towarzyszyła. Stąd unikanie niestosownego w tym przypadku terminu „gra” i zastąpienie go wciąż jeszcze niezadowalającym określeniem „spacer”, „ścieżka edukacyjna”. Pojęcia te jednak nie oddają istoty aktywnego odkrywania długo niechcianych na krakowskim Podgórzu śladów przeszłości, wydobywania ich z nie-pamięci. Formuła poznawania historii dawnego getta poprzez opowiadanie indywidualnych losów stłaczanych tu ludzi, poprzez niemal realne oddawanie im głosu w formie przywoływania słów pamiętników, czy wspomnień ich autorstwa, wydaje się skutecznie przywracać pamięć o nich i o przestrzeni, w której, jak w wielu jeszcze miejscach na terenie Krakowa, tak „pełno ich nigdzie” (Jerzy Ficowski, 5 VIII 1942. Pamięci Janusza Korczaka).
Być może takie działania, niewymagające tworzenia nowej infrastruktury, inwestycji i tablic (choć i te są oczywiście potrzebne), przyczynią się do stopniowej zmiany stanu rzeczy z „pełno ich nigdzie” na „pełno ich tutaj”.
W kolejnym wpisie opiszemy drugą z metod warsztatowych, nad którą pracowaliśmy ostatnio, wykorzystującą fragmenty filmów dotyczących poruszanych w Muzeum tematów, jak również inne formy współczesnej kultury, takie jak: komiks, murale, instalacja, performance.
Tymczasem, w oczekiwaniu na otwarcie wystawy stałej, w najbliższą niedzielę, 14 marca o godz. 15.00, tuż po Marszu Pamięci, w Fabryce Emalii Oskara Schindlera będzie można zobaczyć dokument w reżyserii Marcina Kapronia pt. „Lipowa 4”, który przedstawia mniej znane aspekty historii fabryki na Zabłociu.
Zapraszamy na pierwsze w tym roku warsztaty organizowane przez program Dynamika Ekspozycji. Dotyczyć one będą wykorzystania internetowych serwisów społecznościowych typu Flickr, YouTube i in. w promocyjnych i edukacyjnych działaniach muzeów. Uczestnicy zdobędą umiejętności posługiwania się serwisami społecznościowymi, dowiedzą się, jak aktywnie uczestniczyć w ich życiu oraz jak wykorzystywać ich potencjał w komunikacji z odbiorcami swojej oferty.
Nowy Jork jest esencją tego, czym chcą być dla świata Stany Zjednoczone. Panoramą drapiącą chmury wysokościowcami wolności i praw obywatelskich. Szachownicą ulic w każdym odcieniu tolerancji. Bezgranicznym w swej rumianej życzliwości jabłkiem, w którym znajdzie się miejsce dla każdej inności. Ziemią obiecaną emigrantów wielu kultur, których do gościnnego portu przywiodły cyklony historii, zmienne wiatry polityki, czy tylko osobiste przeciągi. Niezależnie od okoliczności, przybyszów w to miejsce wabi Statua Wolności, niczym latarnia morska rozbłyskująca polerowanym symbolem szczęścia od pucybuta do milionera.
Polerką dla tego mitu stała się determinacja ubogich żydowskich emigrantów z Europy Wschodniej, którzy stworzyli tu filmowe imperium po latach przeniesione pod łaskawsze słońce Kalifornii.
O ile jednak hollywoodzki klimat zagarnął gros filmowego biznesu, o tyle Nowy Jork pozostał miastem intelektualistów, dwudziestowieczną stolicą awangard i artystycznych dziwactw, kompleksem zdyskredytowanego Paryża zapijanym nieświeżym absyntem. Wszystko to sumuje się w niepodrabialny rytm, nerw miasta, którego niepodzielnym władcą nie może być nikt inny, niż król neurozy Woody Allen.
Ten znakomity epigon przemysłu filmowego na Wschodnim Wybrzeżu akcję większości swoich obrazów umieszcza w samym centrum Wielkiego Jabłka. Tak też dzieje się w przypadku “Manhattanu”(1979) – jednego z najbardziej spektakularnych w historii kina hołdów złożonych miastu. więcej »
Powodzenie projektu (wystawy, wydarzenia, programu edukacyjnego itd.) w dużej mierze zależy od dopracowania jego koncepcji przed szczegółowym planowaniem i realizacją. Wypracowanie pomysłu wymaga nakładów – pracy, czasu i kreatywności. Kreatywność projektowa to nie tylko umiejętność twórczego myślenia, ale również porządkowania, opracowywania i dopracowywania pomysłów. To zaplanowany, rozłożony w czasie proces dochodzenia do najlepszego rozwiązania. Często nie doceniamy roli kreatywności w projektach, a od rzetelnie przemyślanej koncepcji zależy jakość realizacji, efektywność wydatkowanych pieniędzy, komfort pracy realizatorów, a nawet sensowność całego przedsięwzięcia. Kreatywność w projekcie nie jest procesem chaotycznym, rządzi się własnymi prawami. Poniżej przedstawimy:
– zjawisko kreatywności w projekcie,
– etapy twórczego myślenia,
– korzyści płynące ze znajomości etapów pracy nad pomysłem.
Wyspy Ellis to w krótkiej historii USA miejsce szczególne. Tutaj mieścił się pierwszy port dla okrętów, którymi do Ameryki płynęli imigranci z całego świata. Na wyspie było biuro imigracyjne, szpital a także areszt, w którym przetrzymywano podejrzanych przybyszów. Obecnie na Ellis można zwiedzać Ellis Island immigration Museum. Wystawy poświęcone są historii imigracji do USA i związanym z nią zjawiskom społecznym, kulturalnym i ekonomicznym. Znaczna część ekspozycji opiera się na danych statystycznych. Ten trudny do prezentacji temat został w Muzeum Imigracji ciekawie rozegrany. Wystawa zajmuje parter budynków administracji dawnego urzędu imigracyjnego i zatytułowana jest Peopling of America. Wejście na wystawę prowadzi przez bramę w murze zbudowanym z walizek, koszy i tobołków, w których imigranci przywozili swój dobytek. Prezentacji danych statystycznych służą tu ogromne, trójwymiarowe makiety rozmieszczone w przestrzeni ekspozycji. Ekspozytory pokazujące różnego rodzaju dane mają formę niskich stołów, na których umieszczono trójwymiarowe słupki, mapy i wykresy. Opisują one m. in. procentowy udział imigrantów przybywających z różnych krajów i kontynentów, rozkład ilości przybyszów w czasie i towarzyszące mu uwarunkowania (np. sytuacja ekonomiczna na świecie czy klimat polityczny w USA), a nawet zmieniające się w czasie relacje pomiędzy liczbą kobiet i mężczyzn wśród imigrantów. Informacje, które nie znalazły się w ekspozytorach, można przeglądać przeszukując komputerowe bazy danych. Wyniki wyszukiwania wyświetlają się na dużym ekranie w sposób widoczny dla wszystkich zwiedzających. Dane, na podstawie których powstała wystawa, pochodzą z archiwów urzędu imigracyjnego, który nie zawsze gromadził je z tą samą dokładnością. Organizatorzy muzeum informują zwiedzających o ryzyku błędu sugerując już od pierwszej tablicy, że wystawa ma charakter jedynie poglądowy. więcej »
Otrzymaliśmy dziś kolejną relację w odpowiedzi na nasze zaproszenie do dzielenia się muzealnymi przeżyciami. Oto ona, bardzo intrygująco pokazuje odwróconą wersję wizyty w muzeum, jej wartość dodaną. Może także kontrowersyjnie, ze względu na temat? Zainspirowana, zostawiam do myślenia.
W drugą stronę
Chcę poniżej opisać krótko bardzo odkrywczą wizytę muzealną, jaką odbyłam do miejsca znanego mi wcześniej ze szkolnej wycieczki. Otóż na studiach socjologicznych wzięłam udział w kursie, który dotyczył antropologii Holocaustu. Pojechaliśmy w ramach tego kursu zwiedzić muzeum i pozostałości obozu w Auschwitz-Birkenau.
Ku mojemu zdziwieniu zaraz po przejściu przez słynną bramę obozową poszliśmy od razu do krematorium. Cała prezentacja chronologii powstawania miejsca została od razu zburzona. Potem szliśmy dalej w kierunku przeciwnym do normalnego kierunku zwiedzania. Zamiast tego, co się zazwyczaj robi w Auschwitz, czyli przyglądania się efektom faszystowskich zbrodni wojennych, obserwowaliśmy samą ekspozycję. Jakim językiem mówi się ofiarach? Jak nazywa się oprawców? Co mówi się kontekście przestrzennym obozu? I w ogóle po co muzealizować takie miejsce? Jak robić tam wystawy? Z klucza narodowego? Czy konserwować budynki, czy raczej pozostawić je samym sobie, żeby się w końcu zawaliły? Czy pochować szczątki ludzkie, które tam są? Co zrobić, żeby ludzie mogli sobie godnie popłakać, albo pomodlić się, ale tak, żeby nikogo nie obrażać? I wiele innych pytań…
W całej tej sytuacji najbardziej poruszyło mnie to, że nie trzeba było obowiązkowo schylać głowy nad zawartością muzeum wyłącznie ze względu na powagę miejsca. Jeśli rezultatem zwiedzania obozu w Auschwitz ma być zastanowienie się nad ludźmi (ludzkością?), dziedzictwem (z wyboru?) i sensownością pokazywania w muzeum rzeczy, których nie da się do końca zrozumieć, to taka wizyta, do tyłu, dobrze spełniła tę rolę.
Polecam takie ćwiczenie w bardziej przewidywalnych warunkach normalnych muzeów.